środa, 17 lipca 2013

Odcinek osiemnasty :*




Jak para zmieniam stan,
unosz
ę się do chmur,
spadam kulami gradu,
topniej
ę u Twych stóp.
                           Jak para zmieniam stan,
                                  unosz
ę się do chmur,
                                nic nie zatrzyma mnie,
                         powiedz tylko,
że chcesz, będę Twój.


   Z Mają było coraz gorzej. Bardzo przeżywała utratę tego dziecka. Nie mówię, że ja nie, ale ktoś tu musi zachować trzeźwość umysłu. Wypadło na mnie. Po nocach płakała, w dzień wcale nie było lepiej. Najgorsze jest to, że się nie poprawiało. Z dnia na dzień miało być coraz to lepiej, a było zupełnie na odwrót. Nie wiedziałem co mam robić. Sam ledwo co dawałem sobie radę ,a co mówić o motywowaniu Mai. Już postanowiłem. Wczoraj zadzwoniłem do specjalisty. Tak! Lewandowski idzie do psychologa! To będzie sensacja na całą Polskę.  Muszę na to tylko namówić Malicką, a reszta pójdzie jak spłatka.
- Maju możesz na chwile?- stała przy kuchni i przygotowywała sobie herbatę.
- Tak.- pokiwała lekko głową i usiadła przy stole
- Umówiłem nas na wizytę. Idziemy razem. Dzisiaj o 13.- nie miałem innego wyjścia. Musiałem ją postawić przed faktem dokonanym. Gdybym jej się zapytał o zgodę, pewnie kazałaby mi się puknąć w głowę.
- Ale na jaką wizytę?
- Do psychologa. Nie myśl sobie teraz, że taktuje nas jak idiotów, ale spójrz- złapałem ją za ramiona- nie radzimy sobie z tym. Potrzebujemy pomocy.
- Może ty- wyrwała się- ja do psychiatry nie musze chodzić.
- Nie do psychiatry tylko psychologa. Nie pytam cię o zdanie. Masz być gotowa na 13.- założyłem buty i poszedłem się przejść. Nie zostało mi dużo czasu, do wykorzystania w Polsce. 
 Zaraz zaczyna się nowy sezon. Piłkarz z problemami prywatnymi to piłkarz z problemami na boisku. Nie ukrywajmy.. Pomimo wszelakich starań, wyrzucenia sobie z głowy tego całego bagna, nigdy nie zapomnimy o tym do końca. Nie skupimy się tylko i wyłącznie na grze, bo w głębi duszy będziemy się zastanawiać, co robimy źle i jak to naprawić.

~~II~~

No on chyba już do reszty zdurniał. Chce mnie do psychiatry zaciągnąć!? Przecież ja nie jestem jakąś wariatką chorą na umyśle! Nie zamierzam się stąd nigdzie ruszać. Pajac! Myśli, że jest taki silny, a tak naprawdę…. No właśnie.. Jak jest naprawdę? Ja wiele razy słyszałam jak płacze. Wielki mi facet co ryczy po kątach! Ja nie potrzebują pomocy. Sama świetnie daję sobie radę z tym wszystkim.
- Gotowa!- Lewy wszedł do mieszkania. Spojrzałam na zegarek. Była za dziesięć trzynasta.
- Nie. Mówiłam ci, że nigdzie nie jadę.
- Jedziesz i nawet o tym nie wiesz. Daję ci 5 minut na przygotowanie się. Jak tego nie zrobisz wezmę cię siłą.- stanął w przejściu i patrzył na mnie jak siedzę przed telewizorem i objadam się lodami.- No czekam.
- Ja też, aż zejdziesz mi z oczu.- prychnęłam
- O nie moja kochana. Tak nie będziemy rozmawiać. Dawaj te lody… i tego pilota też!- wyrwał mi wszystko to co miałam w dłoniach
- Co ty odpierdzielasz!? Nie jadę z tobą do psychiatry!
- Jedziesz! Nie dyskutuj ze mną i idź się przebrać!! – Zaczął się na mnie wydzierać. I jak przy takim wariacie kobieta może być normalna?
- Zostaw mnie!!- Zaczęłam się z nim szarpać.- Co ty się tak nagle mną zacząłeś interesować! Co!?
- Nagle!!! Siedzę tu z tobą już tydzień! Myślałem, że wszystko wróci do normy, ale ty się cały czas nad sobą użalasz!
- No powiedz mi to wprost! Powiedz, że zabiłam je!! Że zabiłam nasze dziecko! Czego jeszcze ode mnie chcesz!!!- zaczęłam płakać. Nie wytrzymałam.
- KOCHAM CIĘ!!! KOCHAM CIĘ, ROZUMIESZ!!!??- potrząsnął mną. Wszystko ucichło.- Kocham cię…- powiedział pół szeptem i oparł swoje czoło o moje. Pierwszy raz mi to powiedział. Kiedyś wygarnął mi, że za dużo od niego oczekiwałam. Pamiętam tą rozmowę i te słowa: ,, Przecież ja ci dziewczyno ani raz nie powiedziałem , Kocham cie’. Nie wiem jaki masz z tym problem”. A teraz.?? Teraz to on stoi przed mną i czuje, że mówi to szczerze. Tylko, że nie potrafię po tych słowach rzucić mu się na szyję i ot tak wybaczyć te wszystkie wyzwiska, które rzucił pod moim adresem.- Pojedziesz tam ze mną?. Błagam skarbie. Jak nie dla siebie to zrób to dla mnie. – otarł mi łzy z policzka.
Przebrałam się i podeszłam do niego. Siedział w salonie z zakrytą twarzą.
- Możemy już jechać- uniósł głowę i uśmiechnął się do mnie.
- Chodź szybko bo się spóźnimy.- widziałam, że bardzo zależy mu na tym spotkaniu.

~~II~~

Zwykła dziewczyna. Niczym nie wyróżniająca się  z dzikiego tłum fanek Lewandowskiego. Miła, uczynna i pomocna. Brunetka z twardym charakterem i mnóstwem energii. Od pewnego czasu z napompowanej opony została dętka. Wszystko to co było dla niej na wagę złota, odeszło w cień. Miała przed sobą ciemność. Pustą ciemność.

Ubrana w morelowe spodnie, biały podkoszulek i białe trampki wyszła za Lewandowskim z mieszkania. Zajęła miejsce w jego samochodzie i czekała aż to wszystko się zakończy. Brunet usiadł za kierownicą i przez moment wlepiał swój wzrok w jej piękne ciało. Dziewczyna czując to spojrzenie na sobie lekko się obruszyła i  oparła łokieć o szybę. Mężczyzna odpalił silnik i zawiózł ich na terapię. Ona bardzo się tego bała. Zawsze uważała, że sama świetnie poradzi sobie ze wszystkim złem jakie panuje na świecie. Nie dopuszczała do siebie myśli, że jakiś obcy facet będzie pomagał jej rozwiązywać problemy. Nie chciała, by ktoś zagłębiał się w jej życie intymne.
- Jesteśmy na miejscu.- Robert podał jej rękę i razem weszli do wielkiego budynku. Szli jakimiś krętymi korytarzami, żeby stanąć przed mahoniowymi drzwiami.

Lewandowski delikatnie zapukał i wraz z Mają weszli do środka. Dziewczyna starała się zachować trzeźwość umysłu. Stał przed nią łysawy pan w średnim wieku.  Ruchem ręki wskazał mi kanapę, na której mieli zasiąść. Malicka złapała napastnika Bawarczyków za rękę i w żadnym wypadku nie miła zamiaru go puścić .
- Dobrze. Mam nadzieję, że państwo wiedzą jak będzie wyglądała nasza współpraca?- mężczyzna spojrzał na parę spod okularów i czekał na odpowiedz
- No właśnie nie bardzo. – odpowiedziała Malicka- Ja to w ogóle nie wiem po co ja tu przyszłam- zerwała się z kanapy i podążała w kierunku drzwi. Powstrzymał ją Robert. Złapał ją za rękę i posadzi z powrotem na wyznaczonym wcześniej miejscu.
- Niech się pani nie denerwuje. Ja nie jestem tu po to by pani zaszkodzić. Chcę tylko pomóc.- dotknął jej dłoni. – Niech mi państwo opiszą całą sytuację. W skrócie.- posłał Mai delikatny uśmiech
- Dobrze. Skoro tu już jestem to ja powiem jak było. Lewandowski zaczął się ze mną kłócić. 
 Obrzucił mnie błotem, a później starał się wszystko naprawić. Wyjechałam z Monachium do Londynu. Tam dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Po moim powrocie do Polski trafiłam do szpitala. Okazało się, że będzie potrzebna mi kosztowna operacja. Na ratunek z pełnym portfelem przyszedł mi Lewy. Niestety poroniłam. Tyle. Mogę już iść?? – dziewczyna wstała
- Nie. Siadaj!- brunet zatrzymał ją

~~II~~

To był jeden z najgorszych dni w moim życiu! Lewy zaciągnął mnie do tego psychologa, który po głębszym namyśle stwierdził, że mam depresję! Facet! Przecież ja o tym wiem! Załamałam się totalnie, ale w czym  może mi pomóc jakiś burak, który całymi dniami siedzi za biurkiem i wmawia ludziom, że są psychicznie chorzy !? Uważam, że sama da sobie z tym radę. Zawsze powtarzałam ,, Nie ma takiej rzeczy, z którą bym sobie nie poradziła i takiej porażki, której bym nie przezwyciężyła!”… Powtarzałam to sobie w dzień i w nocy! Najgorzej było przed maturą, ale jakoś ją zdałam !
- I jak? Warto było się tak wściekać? Bardzo miły pan.- Robert wsiadł do auta i zapinał właśnie pasy
- Więcej razy mnie tu nie zaciągniesz. Nie mam zamiaru mówić komuś o tym co się u mnie w życiu dzieje.- oburzona spuściłam głowę w dół i przyglądałam się swoim butom.
- Maja daj spokój. To dla twojego dobra.- położył  mi rękę na kolanie, którą ja po chwili z siebie zrzuciłam
- Nie będę dawała sobie spokoju. Robert! Mojego dziecka już nie ma. Ja wiem, że jestem beznadziejna bo nie chcę dać sobie pomóc, ale zrozum mnie! Ja chcę być sama! – popatrzyłam na jego głupią minę- Ty za dwa dni wyjedziesz i zostanę sama. Przecież nie będę całymi dniami rozpaczała. Nie jestem małym dzieckiem, wiem że na dłuższą metę jest to nie do wytrzymania. Za miesiąc zaczynam studia to chyba musze się ogarnąć, nie? – uśmiechnęłam się delikatnie. Roberta chyba zamurowały te słowa, bo nic się nie odezwał. Przycisnął pedał gazu i odjechaliśmy do domu.
- Maja, a co z nami będzie?- Robert złapał mnie za rękę, w momencie gdy przechodziłam przez próg mieszkania
- Z nami?? – prychnęłam- Ty chyba żartujesz? – uniosłam brew ku górze- Robert ja ci bardzo dziękuję, że mi pomogłeś i przy mnie byłeś. Nie licz na to, że teraz rzucę ci się w ramiona i powiem ,, Kochanie! Ta bardzo za tobą tęskniłam!”
- A tęskniłaś??
- Nie bądź śmieszny! Powiedziałeś mi tyle przykrych słów! Oczywiście, że tęskniłam! Chciałam cię jakoś usprawiedliwiać, ale to co zrobiłeś było podłe, chamskie…
- Daj mi jeszcze jedną szansę – przybliżył się do mnie i objął mnie w pasie. Poczułam ten piękny zapach. Zapach jego perfum. Uwielbiałam go…
-  Nie. A już na pewno nie teraz. Wiesz jaki popełniłam błąd? Byłam za łatwa. Mogłeś mnie mieć na każde skinienie, ale teraz mój drogi już tak nie będzie. Wcześniej traktowałeś mnie jak dziwkę i nigdy ci tego nie zapomnę. – uwolniłam się z jego objęć i poszłam do kuchni przygotować sobie coś pysznego do jedzenia. Nie miałam ochoty się z nim awanturować. 

Kocham go i nie powiem, że nie. Miłość tak szybko nie odchodzi.. Ona w nas zostaje, ale ulatnia się w  bardzo wolnym tempie… Z biegiem czasu ten płomień miłości się zmniejsza.. Nie jest już taki sam.

Lewy zawiódł mnie. Nie spodziewałam się tego po nim. Nigdy nie pomyślałabym, że może i zrobić takie świństwo. FAKT! Pomógł mi i to bardzo. Był ze mną przez cały czas w tych ciężkich chwilach, ale czy to jest powód dla którego miałabym mu wskoczyć do łóżka? Wydaje mi się, że nie.
- Nie traktuj mnie tak.- stanął przede mną z minką zbitego pieska
-Ale jak?
- Przestań się zgrywać. Nie miotaj mną. Nie jestem ścierwem, żebyś mną mogła podłogę zamiatać – O nie Lewandowski! Stanowczo przesadzasz
- Ja cię traktuję jak ścierwo? A kto miesiąc temu mnie wyzywał?? Kto się ze mną zabawiał na wakacjach  i traktował mnie jak dziwkę!??? Może JA!? Albo nie wiem… Może WOJTEK!?
- No właśnie! Może on cię bzyka na boku, co!? Podoba ci się zabawa z Wojtusiem. – po raz kolejny dostał ode mnie w twarz. Patrzyłam na to jak jego moja dłoń odbija się na jego policzku.- Nigdy więcej tak do mnie nie powiesz! – powiedziałam przez zaciśnięte zęby i ominęła go
- Maja przepraszam.. Skarbie.. Przepraszam- poszedł za mną i cały czas tarasował mi przejście- Wybacz mi, ja nie chciałem- uklęknął – Majuś…
- Daruj sobie i wypierdalaj z mojego mieszkania. Zwolnij miejsce WOJTUSIOWI, bo  dla ciebie już go tu nie ma!!!- wykrzyczałam i zaczęłam wyrzucać jego ubrania z szaf w pokoju Angeli
- Maju ja naprawdę nie chciałem…- był taki skruszony, że aż mi się go szkoda zrobiło.. Oczywiście żartuję. Brzydzę się nim. Zawsze musi wszystko spieprzyć! Po raz kolejny pokazał jak bardzo mu na mnie zależy! Dupek jeden!!!
- Przestań ! Nie zamierzam cię słuchać! Chociaż… Może i miałeś racje.. Jakbym była z Wojtkiem miałabym o wiele lepsze życie! On to by mnie przynajmniej od dziwek nie wyzywał!- rzuciłam w niego koszulką i wyszłam z mieszkania!

Wiele się u nas działo, ale nigdy nie było aż tak tragicznie! Ja mu się nie przyznam do tego, że go kocham, bo uważam, że zrobiłabym największy błąd mojego życia! On po raz pierwszy powiedział mi kocham cię po dwóch miesiącach! Jaka ja byłam głupia! Teraz zaczynam bardzo poważnie myśleć o Wojtku. Co za kanał!

~~II~~

Jestem życiowym nieudacznikiem. Miałem nadzieję, że przez ten czas się do siebie zbliżymy, a  tu jedno wielkie gówno! Nic mi nie wychodzi. Dlaczego muszę być taki opryskliwy wobec niej, przecież tak ją kocham! Chciałbym wszystko naprawić. Chcę by było tak jak dawniej. Płomienne uczucie i dwoje kochanków pragnących siebie. Co mi przyszło do głowy, żeby gadać jej o Wojtku.

Najpierw miałem pretensje o to, że ma depresje. Gdy już zaczęła oswajać się z sytuacją to wprowadziłem ją w kolejne bagno. Co  ta dziewczyna w życiu przeze mnie nacierpiała… Idiota! Głupi idiota, który nie umie trzymać języka za zębami! Nigdy nie byłem zazdrosny…  A od kiedy byłem, jestem ( już sam nie wiem) z Mają cały czas mnie coś wkurza! Wkurza mnie nawet jak ktoś się na nią popatrzy.

Spakowałem swoje rzeczy i poszedłem do salonu. Ja już raz spieprzyłem i straciłem Ankę. Później przez głupotę zostawiła mnie Maja. Nie pozwolę żeby teraz stało się to samo. Za bardzo mi na niej zależy i wydaje mi się, że udowodniłem to.
- Na co jeszcze czekasz? Wypierdzielaj! – wstała z kanapy i ruchem ręki wskazała mi drzwi
- Nie! Koniec tej szopki i żenady! Koniec !!!! – rzuciłem walizką tak, że aż podłoga się zatrzęsła- Kocham cię !!!! – wyszedłem na balkon i zacząłem się drzeć na cały regulator – KACHAM CIĘ MAJU!!! KOCHAM CIĘĘEĘĘĘĘ….. – stanęła za mną
- Wariat jesteś.- powiedziała i delikatnie się uśmiechnęła
- Ale twój wariat. Wiem, że źle powiedziałem.. Ale Majuś ja też mam uczucia i mnie też niektóre rzeczy wkurwiają.
- Wiem. – złapała się za głowę
- Dajmy sobie jeszcze jedną szansę, proszę???- zrobiłem smutną minkę. Maja uniosła się na palcach i pocałował mnie w usta. Wywołała tym lawinę pocałunków.
Nasze czułości się nasilały. Wziąłem ja na ręce i zaniosłem do sypialni. Włożyłem jej ręce pod koszulkę i na tym się skończyło. Złapała moje dłonie i powiedziała cichutkie ,nie’. Zrozumiałem to. Wstała z łóżka i weszła do toalety, a ja opadłem na nie i zastanawiałem się nad naszą przyszłością.

~~II~~

Co z tego, że mu wybaczyłam?? Przecież to nie znaczy, że od razu musimy wylądować w łóżku? Po za tym ja nie jestem jeszcze w stanie. Nie mam ochoty na seks. Nie teraz.
- Przepraszam.- usłyszałam głos Roberta przez drzwi. Otworzyłam je i czekałam aż wejdzie.
- Pamiętam jak się poznaliśmy.. Wtedy to ja cię cały czas za coś przepraszałam.- uśmiechnąłem się- A teraz role się odwróciły.
- Nie powinienem cię naciskać. – przytulił mnie
- No nie, ale nie jestem zła. – pogładziłam go dłonią po policzku i wyszłam z łazienki
- Mam fajny pomysł.
- Jaki??
- Zrobimy sobie wspólne zdjęcia. Coś w takiej postaci jak akty. Wiesz o co chodzi?
- Wiem, wiem… Ale jak to? Po co ci takie zdjęcia?- zaszokowała mnie ta wiadomość. Chciał sobie powiesić nas nagich na ścianie?
- No do sypialni – wyszczerzył się- Będziemy w samej bieliźnie. Na jednym będziesz ty, na drugim ja, a na trzecim będziemy razem. Będę twoim osobistym fotografem.
- A jak zrobisz nam zdjęcie??
- No w lusterku. Chodź. – pociągnął  mnie za rękę i kazał się rozbierać.

Miałam na sobie moją ukochaną szarą, koronkową bieliznę. Lewy wręczył mi do ręki różę i kazał pozować w oknie. Muszę powiedzieć, że kocham pozować przed obiektywem. Nie krępowałam się, tym bardziej, że zdjęcia robił mi Robert. Wszystkie oczywiście były szare. Później role się odmieniły. Ja zabawiałam się w panią fotograf. Widok pół nagiego piłkarza sprawił, że miałam niesamowity popęd seksualny. Chciałam go tu i teraz. Ale najpierw musiałam wykonać swoją pracę. Lewy stanął oparty o ścianę. Wyglądał jak lowelas, albo Casanova. Na szczęście zdjęcia się udały i wszystko wyszło tak jak po mojej myśli.
Na sam koniec poszliśmy przed duże lustro w moim korytarzu. Lewy położył dłoń na moim brzuchu i całował moją szyję. Zdjęcie wyszło cholernie dobre! A mój chłopak tak mnie pociągał, że już nie wytrzymałam.
- Chodź do mnie i weź mnie całą!!! – zawiesiłam mu ręce na szyi i wpiłam się w jego usta. To był zdecydowanie nasz najlepszy seks. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłam.
________________________________________________________________________
Jestem ! :** Za wszystkie błędy z góry przepraszam, ale nie miałam czasu na czytanie tego odcinka... Muszę się brać za dokończenie 20 ! :D 
Mam do was mały romansik :** Bardzo prawdopodobne, że 19 odcinek nie pojawi się w sobotę, ponieważ nie będę miała kiedy go dodać :/ Ale mam nadzieję, że uda mi się to naprawić w niedzielę :)) wtedy też pojawi się rozdział 20 :)) Będzie połączenie i dodam dwa w jednym :)
Dlaczego tak?
Już tłumaczę. Nie będzie mnie cały tydzień!! Wyjeżdżam ! :* Jadę zwiedzać nasze piękne mazury :D Giżycko i te sprawy :)) Później jeszcze szykuje mi się wyjazd na Litwę :D 
Dziękuję wam za komentarzy pod wcześniejszym odcinkiem :)) Jesteście wspaniałe ! :)) 
Dajcie o sobie znać teraz i wszyscy będą zadowoleni :)) 
Jeszcze raz wielkie dzięki i do zobaczenia w niedzielę :)
Pozdrawiam Maja :****

sobota, 13 lipca 2013

Odcinek siedemnasty :*




Codzien­ność nie mu­si być ko­loro­wa.
Sza­ro
ść ma też swój urok,
bo gdy­by codzien­nie by
ło kolorowo
to nie cze­ka
łbyś na lep­szy dzień...

Trze­ba by
ć tyl­ko na ty­le silnym,
aby w tej urok­li­wej sza­ro
ści wytrwać.

Dzień jak co dzień, ale już nie ten sam co wczoraj. Odliczamy miesiące do końca roku, dni do końca miesiąca, godziny do końca dnia, minuty do końca godziny, a sekundy do zakończenia minuty. Przez ten długi okres czasu, jakim jest życie wiele potrafimy przetrwać, przeboleć. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że czas szybko przemija. Mówi się: Ten rok zleciał tak szybko, jak z bicza strzelił. Ano zleciał… A co przez ten rok, miesiąc czy dzień zrobiłeś ? Czy możesz się czymś pochwalić? Ja, Maja mogę pochwalić się jedynie tym, że zniszczyłam życie paru osobą. Mogę się pochwalić tym, że zaszłam w ciążę, z osobą która mnie nie kocha? Mogę pochwalić się tym, że nie mam już nikogo. Ale… Czy w takim bądź razie jest się czym chwalić?? Czy warto o tym mówić, wspominać to? Może lepiej zostawić przeszłość daleko w tyle i skupić się na tym co warte poświęcenia i naszego zainteresowania? Zbyt wiele pytań, a za mało odpowiedzi.

Obudziłam się dzisiaj z posklejanymi oczami od płaczu i z bolącą głową. Wstałam z łóżka i poszłam do kuchni napić się szklanki wody. Przez chwilę zastanawiałam się gdzie jest Robert? Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Wyszedł właśnie z pokoju Angeli w samych bokserkach. Od razu przypomniało mi się wszystko to co piękne. Pamiętam to jak potrafił mnie zadowolić, rozweselić, a teraz mogę sobie na niego tylko popatrzeć i pomyśleć, że było miło, ale się skończyło. Przy nim trzyma mnie tylko i wyłącznie dziecko. Nikt mnie tak nie zranił jak on. Nie wiem, czy potrafię mu to wszystko od tak wybaczyć i puścić w zapomnienie.
- Jak się spało?- usiadł przy kuchennym blacie popijając zimną, wczorajszą kawę
- Całkiem nieźle. Wiesz, na swoim łóżku jest o wiele lepiej- wymusiłam sztuczny uśmiech i zajęłam miejsce obok niego, biorąc do ręki szklankę z przegotowaną wodą
- Słyszałem jak w nocy płakałaś? – dotknął mojego ramienia- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
- Nie pocieszaj mnie. Wiesz, że tego nie lubię- zdjęłam jego rękę z siebie
- Wiem. Sam nie wiem, co robić żeby wyszło wszystkim na dobre.
- Za dwa tygodnie zaczynam studia. Robert ja nie wiem jak sobie z tym wszystkim dam radę.- zaczęłam płakać
-Pomogę ci.
- Ciekawe jak. Ty będziesz w Monachium, a ja z brzuchem i wszystkimi sprawami w Polsce.
- Poradzimy sobie. Zobaczysz. Jeszcze wszystko się ułoży- przytulił mnie do siebie
- Powiedziałam ci już coś odnośnie pocieszania. Nie mam zamiaru patrzeć na to jak ty się na de mną użalasz. Przecież ja widzę, że ty siedzisz tu ze mną z przymusu.
-  Żabko  o czym ty mówisz?? Wcale tak nie jest. Jestem tu, bo chcę być. Chcę ci pomóc. Tobie i naszemu dziecku.
- Dzięki, że jesteś.- Dotknęłam jego dłoni- Cieszę się, że mnie teraz nie zostawiłeś.
- Pójdę zrobić jakieś zakupy. Mamy pustkę w lodówce. – uśmiechnął się delikatnie- Zaraz wracam

Zabrał kurtkę, ubrał buty i wyszedł z tego pustego, zimnego pomieszczenia. W nocy miewałam same koszmary. Śniło mi się, że zabiłam nasze dziecko. Z zimną krwią je zamordowałam, nie zaważając na to, że zrobiłam źle. Pusta egoistka, która chciała tylko swojego dobra.  Jestem bardzo młodą dziewczyną. Nie miałam pojęcia, że w tak młodym wieku zostanę mamusią, ale kocham to dziecko. Kocham je, ponieważ teraz mam pewność, że nie zostanę nigdy sama. Będę je miała przy sobie. Gdy nie uda mi się odbudować mojego związku z Robertem to, to dziecko będzie mi go bardzo przypominać.

Po zjedzeniu śniadania postanowiłam się nieco odświeżyć. Zabrałam ze sobą z pokoju czyste ubrania i zamknęłam się w łazience. Wszystkie rzeczy położyłam na pralce. Zobaczyłam, że mój stanik wpadł za nią. Roberta nie było w domu, a ja musiałam go jakoś wyciągnąć. Wiem, że nie powinnam przemęczać, ale co mi się może stać? Zaczęłam odsuwać pralkę i schyliłam się po stanik. Nagle zrobiło mi się strasznie niedobrze. Skurcze łapały całe moje ciało. Niechętnie spojrzałam na podłogę i zobaczyłam pod sobą mnóstwo krwi.
- Nie… Nie….nie….- zaczęłam przecząco kręcić głową- To się nie dzieje naprawdę!!!! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- zaczęłam krzyczeć jak opętana. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Wszędzie było pełno krwi. Opadłam na podłogę i zaczęłam płakać, a raczej ryczeć. To była tragedia! Straciłam przytomność. Widok krwi mnie uśpił. Za dużo bólu, za dużo krwi, za dużo pytań krążących po mojej głowie. Odpłynęłam z nadzieję na to, że jak się obudzę wszystko będzie już w porządku.

~~II~~

Poszedłem do sklepu. Nie wiem czy rzeczywiście była taka potrzeba. Wydaje mi się, że ja też musiałem sobie wszystko na spokojnie przemyśleć. Zrobiłem dziewczynie dziecko to teraz muszę tą wiadomość przyjąć na klatę i pokazać jej, że jestem silny i dam sobie radę. Przy niej muszę być opanowany i spokojny, ale ja również się martwię o nasze dziecko. Nie mam serca z kamienia. Miejmy nadzieję, że wszystko będzie ok. Operacja musi się udać. Nie dopuszczam do siebie innej możliwości.

Zabrałem wszystko co nam potrzebne i udałem się do kasy. Sprzedawczyni patrzyła na mnie tak, jakby zaraz miała mnie zjeść. Zapłaciłem za zakupy i szybkim krokiem podążałem w kierunku mieszkania Malickiej.
- Już jestem! – krzyknąłem od progu- Kupiłem dużo papieru toaletowego, bo była wyprzedaż- zacząłem się głupkowato śmiać – Gdzie jesteś?- wyszedłem z korytarza i przechodziłem koło łazienki- Co jest ku… MAJKA!! MAJKA OTWÓRZ DRZWI!!! – zacząłem walić w drzwi łazienki z pod których wypływała krew. Co ona sobie zrobiła?? – SKARBIE OTWÓRZ!!!!

Nie wiem co  się tam stało, ale nie zamierzałem tak bezczynnie stać  przyglądać się zakrwawionej podłodze na korytarzu. Wywarzyłem drzwi i wszedłem do środka. Leżała nieprzytomna na podłodze. Owinąłem ją w ręcznik i szybko zaniosłem do mojego samochodu. Zawiozłem ją do szpitala.
- Proszę mi pomóc!! Potrzebuję lekarza!!!!- stanąłem na korytarzu  czekałem aż ktoś się mną zainteresuje. Nagle zjawili się obok mnie jacyś ludzie. Pełno pielęgniarek i dwóch lekarzy. Zabrali mi z rąk Maję. Jeden z lekarzy powiedział tylko, że zabierają ją na zabieg. Jaki zabieg kurwa!!!??

Usiadłem na strasznie twardym krześle przed salą zabiegową. Podszedłem do automatu i kupiłem sobie kawę. Była ohydna, ale nie było nic lepszego do picia. Przez cały czas czekałem tam jak na wyrok. Nie wiedziałem co się z nią stało i co się teraz z nią dzieje. Schowałem twarz w dłonie i oparłem łokcie o kolana.
- Już po wszystkim.- lekarz dotknął mojego ramienia- Może pan zabrać żonę do domu.- uśmiechnął się, a ja nie wiedziałem czy mam się śmiać czy płakać.
- Ale co się stało?- spytałem zdezorientowany
- Pana żona poroniła. Dobrze, że pan szybko zareagował.
- Jak to poroniła???- łza spłynęła mi po policzku- To po co był jej jakiś zabieg!?
- To się fachowo nazywa łyżeczkowanie, czyli przeczyszczenie macicy. Na szczęście wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Poklepał mnie po plecach i odszedł. Opadłem na krzesło i nie wiedziałem co mam robić. Ręce mi się trzęsły. Spojrzałem przed siebie. Dwie pielęgniarki prowadziły Maję w moim kierunku. Zerwałem się z miejsca i wtuliłem się w nią. Zaczęła szlochać. Nie mogła przestać.
- Boże święty!! Nie ma już go.. Robert… Zabiłam je!!- krzyczała i płakała na zmianę. Starałem się ją jakoś uspokoić, ale ja sam nie mogłem opanować emocji i nerwów.
- Spokojnie skarbie.. Ty go nie zabiłaś. Tak musiało być.- wziąłem ją na ręce i wyniosłem ze szpitala.

~~II~~

Przyjechaliśmy już do domu. Byłam załamana. Wyglądałam jak wrak człowieka. Weszłam do mieszkania i spojrzałam na podłogę w łazience. Była cała we krwi. Robert przyniósł jakieś szmaty i zaczął to wycierać. Kazał mi się położyć, ale ja go nie posłuchałam. Byłam w szoku. Cały czas szumiało mi w uszach  i miałam mroczki przed oczami. Zdenerwowany moim zachowaniem Lewandowski podszedł do mnie i zaciągną do mojej sypialni. Zdjął mi buty i położył na łóżku. Teraz to nawet jakby przyszło komuś nawet mnie zgwałcić, to bym się nie opierała. Zostałam pozbawiona całej mojej kobiecości. Wyskrobano ze mnie moje dziecko. Załamałam się i nic z tym nie mogłam zrobić.
- Majuś śpij. Sen dobrze ci zrobi. Nie powinnaś się teraz przemęczać.- Robert pogłaskał mnie po policzku i delikatnie pocałował moje czoło.
Dobrze, że on tu ze mną jest. Gdyby nie Lewy pewnie wykrwawiłabym się na śmierć, albo nie wiem co jeszcze. Miałam do niego ogromny żal po tym co zrobił, ale teraz widzę, że zależało mu tak samo na tym dziecku jak mi.

Obudziłam się i spojrzałam na zegarek, na którym widniała godzina 14.27. Postanowiłam zwlec się z łóżka i zrobić coś do jedzenia. Sen mnie trochę ożywił. Wydaje mi się, że trochę przygotował mnie na życie po poronieniu. Wszystko mnie jeszcze bolało. Każdy ruch przyprawiał mi ból, ale pomimo to wstałam i poszłam do kuchni. Stanęłam przy kuchence i zaczęłam gotować obiad. Nie jestem w tym mistrzem, ale coś typu zupa warzywna umiem przygotować. Wyjęłam z zamrażalnika torebkę mrożonych warzyw i wrzuciłam je go garnka. Najwidoczniej Robert usłyszał moją chrzątaninę, bo postanowił mi potowarzyszyć.
- Też spałeś? – spytałam
- Tak. Nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć. Jak to się stało?- oparł się o blat
- Stanik mi wpadł za pralkę. Przesunęłam ją i zobaczyłam krew na podłodze.- zaczęłam ocierać łzy
- Mówiłem ci żebyś nic nie dźwigała! Miałaś na siebie uważać!
- Nie drzyj się na mnie! Wiem, że to wszystko jest moją winą! Wiem, że to ja zabiłam nasze dziecko!!!- rzuciłam na podłogę talerz i chciałam wyjść. Robert zatarasował mi przejście i przytulił mnie do siebie.
- Przepraszam. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Oby dwoje jesteśmy zdenerwowani. To nie twoja wina. Gdybym ja był w domu to, może to by się nie wydarzyło.
Staliśmy tak jeszcze jakąś chwilę. Spoglądaliśmy sobie w oczy i myśleliśmy co by było gdyby. Każde z nas czuło ten żal, smutek.. Tą bezsilność.
- Jak chcesz jeść obiad to wypuść mnie już z uścisku.- uśmiechnęłam się do niego blado i z powrotem zajęłam miejsce przy kuchence.

~~II~~

Zaczął zbliżać się wieczór. Maja poszła się umyć, a  ja oglądałem telewizję. Oczywiście programów jest mnóstwo, a jak przychodzi co do czego to nie ma co oglądać. Tak też było tym razem. Wyciągnąłem sobie nogi i położyłem głowę na poduszce. Zamiast myśleć i skupić się na filmie, po mojej głowie krążyły jedne i te same myśli. Ale już nie ma co gdybać. Stało się i się nie odstanie. My żyjemy i musimy zacząć się skupiać na sobie.

Usłyszałem, że Maja już wyszła. Poszedłem po swoje rzeczy i wlazłem pod prysznic. Woda zmywała ze mnie cały brud dzisiejszego dnia. Stróżki mydlanej substancji spływały po moim ciele. Wytarłem się i założyłem bokserki. Umyłem zęby i z powrotem zająłem się oglądaniem telewizji. Pech chciał, że akurat teraz był program o aborcji. Może to nie to samo co miała robione Maja, ale kompletnie się rozkleiłem. Przy niej musiałem być twardy, a gdy nikt nie widział płakałem jak kot. To za dużo jak  na jeden raz. Zdecydowanie za dużo. Maja mnie usłyszała. Wyszła ze swojego pokoju i oparła się o framugę drzwi spoglądając w moją stronę.
-Płaczesz?- spytała przeczesując swoje długie brązowe włosy palcami
-Nie. Coś mi wpadło do oka.
- Przy mnie nie musisz udawać.- złapała mnie za rękę- Chodź do mnie. Nie chcę dzisiaj spać sama.

Zaciągnęła mnie do siebie. Położyła się na łóżku i przykryła się kołdrą. Usiadłem obok niej i wpatrywałem się w nią jak w obrazek.
- Nie patrz się na mnie tylko mnie przytul. – powiedziała skruszonym głosem
Położyłem się obok niej. Odwróciła się do mnie i objęła mnie w pasie. Parzyłem jak zasypia, a jej powieki delikatnie zaczynają opadać. Gdy miałem całkowita pewność, że śpi, pocałowałem ją delikatnie w czoło
- Kocham cię Majuś. Nawet nie wiesz jak cholernie za tobą tęskniłem.

Przykryłem ja dokładnie i również zapadłem w objęcia Morfeusza. Miałem dość tego dnia! Miałem dość wszystkiego! Teraz mam pewność, że kocham Maję i chcę z nią być! Problem w tym, że nie mam pojęcia czego ona chce! Po tym jak perfidnie zachowałem się w stosunku do niej …. No nie wiem czy mi wybaczy. Nie wiem, czy ona ma siłę pakować się drugi raz do tej samej rzeki.

~~II~~

Rano obudził mnie głośny warkot silników. Otworzyłam oczy i spojrzałam na drugą połowę mojego łóżka. Obok mnie przez całą noc leżał, spał Robert. Kąciki moich ust uniosły się ku górze. Przeciągnęłam się i powolnym krokiem podeszłam do okna. Odsłoniłam moje niebieskie rolety i spojrzałam w głąb Warszawy. Dzień zapowiadał się wspaniale. W nocy starałam się walczyć z myślami, ale natychmiast po przebudzeniu miałam przed oczami tą straszną chwilę. Usiadłam na krzesełku przed oknem i zaczęłam cichutko płakać. Tak  strasznie brakowało mi Roberta przez ten cały czas. Tak bardzo chciałabym, żeby wszystko się wyjaśniło. Może  gdyby nie było tej sytuacji w Monachium, ja nie byłabym narażana na ciągły stres nasze dziecko by żyło? Cholerne przeznaczenie! Bóg karze mnie za coś … Ale ja nie wiem za co!
- Już wstałaś?? – Robert podniósł głowę i przetarł oczy
- Tak.- nie odwracałam się. Nie chciałam wzbudzić w nim współczucia.
- Ej mała. Dlaczego płaczesz?- podszedł do mnie i przyłożył moja głowę do swojej klatki piersiowej
- A dlaczego ty wczoraj płakałeś?
- Chodź.- pociągnął mnie za rękę na łóżko- Musimy poważnie porozmawiać. – wysmarkałam nos w chusteczkę i czekałam, aż zacznie mówić.
- To co się stało skarbie jest już przeszłością. Nie możemy tym  żyć. Ja też żałuję, też mi jest przykro, smutno … Za twoje szczęście mógłbym się zabić, więc przestań płakać. Popatrz na mnie i się uśmiechnij. Maja mi też jest ciężko, ale my nadal żyjemy. Musimy sobie z tym poradzić.

Nic nie odpowiedziałam. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać i jedyne na co się zdałam to wtulenie się w jego ciepłe ciało. Myślałam tylko o jednym. O tym jak sobie ulżyć. Jak zwalczyć ten ciężki ból…
_______________________________________________________________
Ale dramat, co? Przepraszam was za to :D Mam nadzieję, że odcinek się podoba :)
Kochane moje ! :*
Po informacji o dodawaniu regularnie odcinków na moim blogu zanotował się spadek. Wydaje mi się, że teraz nie zależy wam na motywowaniu mnie. Myślicie sobie, że po co komentować skoro ona i tak doda rozdział ... :/ Przykro mi jest, jeżeli rzeczywiście maci do tego takie podejście :/ 
Mam też sprawę do jednej z was.  
GABI LEWANDOWSKA :* 
Mam nadzieję, że to przeczytasz :)) Kochana.. Pod każdym twoim komentarzem ja zamieszczam swoją odpowiedz. Proszę cię, zajrzyj do odcinka 14 :D Tam jest moja wypowiedz na temat twojego bloga ! :)) Albo inaczej.,. Napisz do mnie wiadomość:)) Jest na to zakładka.. Jak się zdecydujesz, to poinformuj mnie o tym w komentarzu pod odcinkiem, dobrze ??
Z góry dziękuję :**

A was kochane moje gorąco pozdrawiam i zapraszam do komentowania :*****
Buziaczki :* <3