sobota, 21 września 2013

Odcinek trzydziesty :*




...po­daruj uśmiech swój, tym których na­pot­kałeś na ja­wie i w swym śnie…


Poznałam świat, rozświetliłam go jak moją scenę
Skierowa
łam anioły do nowej ery
Gor
ące letnie dni, rock and roll
To jak gra
łeś tylko dla mnie swoim show
I to,
że na różne sposoby mogłam poznać
tw
ą piękną twarz i fascynującą duszę

Nie ma go.. Nie ma nic.. Jest pustka.. Zwykła pustka, która przenika przez moje ciało, paraliżując je od środka swoją jadowita trucizną. Otworzyłam oczy i zobaczyłam pielęgniarkę. Karmiła mnie kroplówką.. Miałam ochotę uciec z tego wariatkowa jak najdalej. To wszystko co do tej pory ,, przeżyłam” to był tylko sen. Sen i nic więcej! A dla mnie, to były najważniejsze chwile w życiu. W tym śnie szykowałam się do ślubu Angeli. Był wieczór panieński i mnóstwo zabawy, ale wszystko zaczęło się tak niewinnie. Żeby to jeszcze dokładnie zbadać położyłam sobie laptop na kolanach i w googlach wstukałam godność Roberta. Wyskoczyło mi mnóstwo informacji, ale mnie tak naprawdę interesował jego ślub i transfer.

Na szczęście do transferu nie doszło i Lewy pozostał w Dortmundzie. No i niestety. Robert od 22 czerwca, bieżącego roku jest żonaty z Anną Stachurską. Łzy same pociekły mi po policzkach. Zaczęłam ryczeć i nie mogłam się opanować. Ale przecież ja to wszystko czułam! Czułam jego dotyk, pocałunki, bliskość… To nie może być prawda! Ja nie mogę mieć znowu 16 lat. Jestem pewna, że to jest tylko głupi żart, że zaraz Lewy wyskoczy zza drzwi i krzyknie ,Niespodzianka’. Ledwo wypowiedziałam te słowa, a za drzwiami zaczęło się robić tłoczno. Z wielka nadzieją czekałam na pojawienie się mojego mężczyzny przy szpitalnym łóżku. Niestety przeliczyłam się… Zamiast niego do Sali weszła  moja mama.

- I jak się dzisiaj czujesz? Lekarz powiedział, że za dwa dni cię wypiszą. Cieszysz się?- usiadła na skrawku mojego łóżka i wpatrywała się w moje zaspane oczy. Nie wytrzymałam. Oderwałam się od tej całej aparatury i wybiegłam na korytarz. Rozejrzałam się dookoła i wpadłam na wysokiego bruneta. Był cholernie podobny do Roberta, ale to nie był on..
- Bardzo cię przepraszam..- Powiedział i ominął mnie. To nie był głos Roberta… Nie był taki ciepły i delikatny. Niekiedy kojący i dający niesamowite wsparcie. Podnoszący na duchu i bezpieczny.
- Nic nie szkodzi.- lekko się uśmiechnęłam i weszłam do toalety. Spojrzałam sobie w oczy i nie wierzyłam w to co widzę.- A jednak- powiedziałam sama do siebie i zaczęłam dotykać swojej twarzy. Przepłukałam ją zimną wodą i wytarłam o szlafrok. Zaraz obok zjawił się lekarz i zaczął się na mnie wydzierać. Miotał mną w te i z powrotem, a ja niczym szmaciana lalka pozwoliłam sobie na takie traktowanie. Posadzili mnie na wózek i zawieźli na salę. Z powrotem przypięli pod wszystko co możliwe i zostawili samą. Pieprzyć takie życie! Nikt mi jeszcze nie powiedział co się stało… Nadal nie wiem dlaczego byłam w tej śpiączce i ile to trwało!
- Mamo! Mamo!- zaczęłam krzyczeć- Może pani poprosić moją mamę, by do mnie przyszła?- zwróciłam się do pielęgniarki
- Pewnie- wstała z miejsca i poszła po moją rodzicielkę. Ta podeszła do mnie i spojrzała pytająco
- Dlaczego ja tu jestem? Co mi się stało? Ile to trwało? – wypytywałam. Miałam dość tego, że o niczym nie miałam zielonego pojęcia
- No dobrze. Powiem ci. Nie chcieliśmy robić tego teraz, ponieważ powinnaś się oszczędzać i nie denerwować.
- Mamo!- ponaglałam
- Miałaś wypadek. Bardzo poważy wypadek. Wszystko zaczęło się od …

~~II~~

- Mamo ja wychodzę!!- młoda brunetka stanęła na pierwszym schodku w swoim domu. Spojrzała do góry i uświadomiła mamę o swojej nieobecności
- Dobrze. A o której wrócisz?- kobieta po czterdziestce zeszła na dół po krętych chodach
- Myślę, że lekko po północy powinnam być w domku.- uśmiechnęła się i czekała na wypowiedź matki, której mina nie była za ciekawa- Oj mamuś.. Przecież nic mi się nie stanie. Chłopaki odprowadzą mnie pod sam dom. Obiecuję.- położyła prawą dłoń na lewej piersi
- No nie wiem..- kobieta pokiwała przecząco głową
- Mamo no… To koniec roku szkolnego! Błagam cię! Dzisiaj było zakończenie. Zdałam z paskiem…- zrobiłam kocie oczy
- No już dobrze, dobrze.. Idź.. Ale –uniosła ku górze palec wskazujący- o północy widzę cie w domu.
- Oczywiście- uradowana Maja wyściskała swoją matkę i od razu zadzwoniła do swojej przyjaciółki.
- No witaj kochana.. Tak… MOGĘ!!!! IDZIEMY NA IMPREZĘ!!! – rozłączyła się i powolnym tempem kierowała się w stronę umówionego miejsca spotkania.
- Wyglądasz cudownie- blondynka o imieniu Angela obdarzyła swoją kumpelę szczerym uśmiechem
- Ty również!!

Zadowolone dziewczyny zasiadły wygodnie na tylnych siedzeniach samochodu ich wspólnego znajomego i pojechały opijać gorące zakończenie roku szkolnego!

Północ zbliżała się wielkimi krokami. Maja nie zwracała uwagi na godzinę. Nie obchodził ją czas. Liczyli się znajomi i dobra zabawa.. Z resztą.. Nie miała do niczego głowy. Była kompletnie pijana. W tłumie wypatrzył ją jakiś nieznajomy chłopak. Na pierwszy rzut oka, był to bardzo przystojny młodzieniec, który zaproponował Malickiej jednego drinka. Dziewczyna bez wahania przystała na jego skromną propozycję i niemalże  natychmiast pociągnęła chłopaka w stronę baru. Usiadła na wysokim krześle i oparła brodę o nadgarstek swojej ręki, którą opierała łokciem o blat.
- Kuba Sokalski- brunet wyciągnął w jej kierunku dłoń i nieziemsko się uśmiechnął
- Maja Malicka- dziewczyna odwzajemniła gest i zaczęła sączyć przez słomkę zamówionego drinka
- Co tutaj robisz? – spytał po chwili niezręcznej ciszy pomiędzy ich dwójką
- Przyjechałam z koleżanką opijać koniec gimnazjum .- posłała mu jeden ze swoich powalających uśmiechów, czym zmusiła go do wykonania kolejnego kroku
- Może wyjdziemy na zewnątrz? Tam będzie ciszej – wskazał palcem na drzwi wyjściowe. Malicka kiwnęła głową na znak zgody i prowadzona za rękę przez wyższego od siebie przystojniaka usiadła na ławce przed klubem – Zimno ci?- spytał i okrył jej gołe plecy i ramiona swoją ciepłą bluzą- Czyli masz 16 lat? Dobrze wiedzieć.- puścił jej oczko
- Hmm… A ty ile masz? Czekaj- usiadła bokiem- Zgaduję, że osiemnaście.- klasnęła w dłonie
- Nie.. Nie udało ci się. O rok więcej, ale mam nadzieję, że się nie zrazisz tym faktem.
- Coś ty. Przecież to tylko trzy lata. Z resztą mam znajomych jeszcze starszych od ciebie. Jesteś w wieku mojego kochanego braciszka.- wypiła do końca zawartość swojego kolorowego napoju
- No to bardzo się cieszę.- przybliżył się do niej i objął ramieniem, po czym splótł swoją i jej dłoń
- YKKhhMMmm… Zimno tu trochę- Maja odsunęła się od niego
- To chodź ze mną.- pociągnął ją za sobą i zaprowadził do dużego samochodu. Nie miała ochoty wsiadać, ponieważ miała świadomość tego, co Kuba może mieć na myśli zapraszając ją tam, ale temperatura na zewnątrz mówiła sama za siebie – Wskakuj- otworzył jej drzwi i zaprosił do środka

Później wszystko samo się potoczyło. Rozmowa zaczęła się kleić, co w końcu ich znudziło. Wiedzieli o sobie wystarczająco dużo, by móc przejść do kolejnego etapu ich znajomości. Gorące i namiętne pocałunki przenieśli na tyły pięknego mercedesa. On dotykał dłonią jej zimnego uda i pieścił językiem jej dekolt. Ona ściągnęła z niego koszulkę i obdarowywała pocałunkami jego bosko wyrzeźbioną klatę.
- Czekaj- przyłożył  jej palec do ust.- Nie tutaj. Mam wolną chatę. Starych nie ma w domu.- Założył z powrotem koszulkę i zasiadł za sterami swojego wypasionego auta. Dziewczyna poprawiła włosy i zajęła miejsce pasażera.
- Piłeś.- stwierdziła
- Tak, ale mało.. Spokojnie skarbie. Damy radę.- odpalił silnik i ruszyli przed siebie

Wszystko potoczyłoby się idealnie. Niestety żadne z nich nie przypuszczało, że śmierć może się czaić tuż za rogiem. Ona uśmiechnięta od ucha to ucha posyłała chłopakowi kuszące spojrzenia. On zdezorientowany.. Jedną dłoń położył na jej kolanie i na chwilę oderwał wzrok od jezdni. Chwilę, która dla nich znaczyła tak wiele. Z naprzeciwka w ich kierunku jechało czarne BMW. Spowodowali czołowe zderzenie. Siła uderzania była tak duża, że odrzuciło oby dwa samochody na bok. Nieszczęśliwie dla młodej pary. Wpadli do rowu, dachując.

~~II~~

- … i to cała historia.
- Boże drogi!- słuchałam tego wszystkiego z zapartym tchem- Co się stało z tym chłopakiem ?? Mamo on żyje??- mówiłam pół płaczem
- Tak córcia. Przywieźli was do szpitala razem. Ale on szybko z tego wyszedł. Ty miałaś większe obrażenia dlatego tyle czasu zajęło lekarzom wybudzanie cię.- przytuliła mnie do siebie- Ten chłopak był u ciebie dzień przed tym jak się wybudziłaś. Teraz zapewne czekają cię przesłuchania na policji. Na szczęście kierowcy tego BMW nic się nie stało. Kuba czeka na wyrok w waszej sprawie.
- Ale jak to? Za co!?
- Spowodował wypadek po pijaku! Mógł cię zabić, a ty się jeszcze pytasz za co!? Co wy w ogóle robiliście na tej cholernej imprezie- widać było, że mojej mamie puściły już nerwy, które wcześniej starała się trzymać na wodzy.
- Mamuś nie pamiętam. Który dzisiaj mamy?
- Jest koniec sierpnia córcia.- usiadła
- Czyli przespałam całe wakacje? – koniec roku był 28 czerwca , a mamy dokładnie 22 sierpnia . Przespałam całe wakacje- A co ze szkołą??
- Nie musisz się martwić. Przyjęli cię do tego liceum. Zaniosłam twoje papiery w odpowiednim terminie i jesteś już na liście uczniów.
- Rozumiem. – byłam już spokojniejsza. Oparłam głowę o poduszkę i myślałam nad tym wszystkim co się wydarzyło… Mało pamiętam z tej imprezy. Prawie, że nic.. Jednak coś mi w głowie świta. Pamiętam jak jechaliśmy w tym samochodzie i śpiewaliśmy piosenkę Justina Biebera, którego oboje nie lubiliśmy. Pamiętam również rażące w oczy, ostre światło i huk. Ogromny huk. Zaczęłam krzyczeć i koniec. Dalej ciemność, aż do teraz. Aż do tego momentu.
- Dzień dobry panie doktorze, czy ja mogę..- usłyszałam cichy i nieśmiały głos. Za drzwiami stały dwie osoby. Moja mama podniosła się z łóżka i przepuściła w drzwiach młodego chłopaka- Cześć- usiadł na krześle, obok mojego łóżka- Słyszałem o tym, że się obudziłaś i od razu postanowiłem przyjechać. Przyniosłem kwiatki- uśmiechnął się i położył śliczne, czerwone róże na malutkim, szpitalnym stoliku. Pielęgniarka poszła po wazon i zostawiła nas samych.- Pamiętasz mnie?- spytał z nadzieją w głosie- Ja.. Jaa…. Bardzo cię za wszystko przepraszam. To stało się przeze mnie. Przez moją głupotę. Nie powinienem wsiadać za kółko po pijaku, ale nie miałem pojęcia, że coś się wydarzy. Uwierz mi… Gdyby coś ci się stało to ja nie darowałbym sobie tego… Znaczy… Gdybyś umarła, to ja też bym- zakryłam mu usta palcem
- Nie mów tego. Na szczęście nic złego się nie stało. Obudziłam się.
- Wiem..Wiem.. I cholernie się z tego cieszę. Przez te dwa miesiące żyłem w chorej niepewności. – łza spłynęła mu po policzku. Przepraszam się – zakrył twarz w dłoniach.
- Kuba- Przeniosłam się do pozycji pół siedzącej- Przestań. Oboje tego chcieliśmy. Nie ma co teraz gdybać. Stało się i wszystko jest w porządku. – uśmiechnęłam się i przybliżyłam swoje usta do jego warg. Pocałował mnie. Tak delikatnie, jakby bał się, że mi coś zrobi.

I wtedy przypomniałam sobie mój cudowny sen. Byłam z pięknym, zdolnym, boskim Robertem Lewandowskim.. Chyba czas zejść na ziemię. TO BYŁ TYLKO SEN!! Rzeczywistość nie jest już tak bardzo kolorowa. Nie ma Roberta, ale jest Kuba. Chłopak, którego poznałam na imprezie, chłopak z którym zapewne przeżyłabym swój pierwszy raz… Chłopak, który jest w zasięgu mojej dłoni. Nie jest iluzją, ani snem. Jest tuż obok mnie. Żywy, poukładany w jedną logiczną całość.

- Majka kocie!!! Jak ja się za tobą stęskniłam !!!- do Sali wbiegła Angela i rzuciła się w moje ramiona- Nie rób mi tego nigdy więcej!!! Rozumiesz! – zaczęła krzyczeć i płakać jednocześnie. 

Mi również poleciały z oczu łzy szczęścia. Moja kochana wariatka postanowiła mnie odwiedzić.- O cześć- zauważyła Kubę – Przeszkadzam wam?
- Nie. Ja i tak już muszę iść na komisariat. Do zobaczenia- pocałował mnie  w policzek na pożegnanie i wyszedł
- Hmm.. YY..- Angela odwróciła się w jego stronę- Że ty.. Ty i on.. Coś coś….??? – dopytywała
- Przestań- zawstydziła mnie
- Masz rumieńce na twarzy kocie … Przede mną nic nie ukryjesz. Z resztą. Ja też kogoś poznałam na tamtej imprezie. Ma na imię Dominik- uśmiechnęła się szeroko
- No to gratuluję – uścisnęłam ją – Jak wam się układa?
- A.. Spoko. Wybieram się nawet do tego samego liceum, w którym on jest.
- Oooo…. Fantastyczna widomość

~~II~~


4 lata później 

- Maja!! Kuba już przyjechał! – tak, tak, tak… Człowiek się  nawet spokojnie wyspać nie może, bo już ktoś musi zawracać dupę od samego rana. Przekręciłam się na drugi bok i starałam się usnąć. Do mojego pokoju wpadł podniecony Sokalski i rzucił się na moje łóżko.
- Zgadnij gdzie lecimy w tym roku na wakacje!!!!
- Oświeć mnie- zakryłam się poduszką, by nie słyszeć tych wrzasków
- Na Malediwy kochana! Wykupiłem nam wycieczkę. Lecimy za trzy dni.- zdjęłam poduszkę z głowy i zaczęłam skakać po łóżku. Upadłam na mojego chłopaka i wpiłam się w jego usta
-AAAAAAAA!!!!!!! – zaczęłam się drzeć  na tyle głośno, że moja rodzicielka wpadła do pokoju.
- Co się stało?- zaniepokojona przekroczyła próg mojego pokoju
- Lecę z Kubą na Malediwy w tym roku!
- A o zgodę się zapytałaś?- mama pogroziła mi palcem
- Oj mamuś.. Przecież wiem, że jesteś na tak i wiedziałaś o tym wcześniej niż ja..
- Skąd ta pewność?
- Kuba musiał się ciebie najpierw spytać o zgodę.. Przecież jakbyś się nie zgodziła to przepadłyby mu pieniądze.- odparłam uradowana i wyściskałam moją mamę.

~~II~~

W letniej, beżowej sukience i wysokich koturnach przeszłam przez odprawę na lotnisku w Warszawie. Prowadzona za rękę przez ukochanego zostałam wniesiona na pokład samolotu.
Lot przebiegł bardzo szybko i w bardzo przyjemnej atmosferze. Po wylądowaniu odwieziono nas do czterogwiazdkowego hotelu, którego standard przypominał ten z mojego snu. Coś mi się wydaje, że pobyt tu skończy się podobnie do tego  z moich marzeń.

Nie pomyliłam się. Kuba zaprosił mnie na wystawną kolację przy świecach. Uklękną przed mną i pięknym wierszem miłości poprosił mnie o rękę. Byłam w siódmy niebie. Wszyscy ludzie patrzyli się  na mnie, a ja tylko głupkowato się uśmiechałam i nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego słowa. Nawet tego najprostszego, którego wszyscy oczekiwali. Zawiesiłam mu ręce na szyi, pocałował delikatnie i wyszeptałam – Tak Kubuś, tak- Ten wziął mnie na ręce i zakręcił się z dziesięć razy- Bo zaraz puszczę pawia! – krzyknęłam rozbawiona, po czym zostałam postawiona na ziemi. Kuba założył mi przepiękny pierścień na mój trzęsący się z nerwów palec i delikatnie go pocałował.
- Jesteś moją księżniczką.
- A ty moim księciem.
Złapaliśmy się za ręce i jeszcze raz nasze usta się złączyły. Było idealnie. Usiedliśmy naprzeciwko siebie i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
- Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę.
- Tak??
- W naszą podróż ,,pozaręczynową”- zrobił w powietrzu cudzysłów- Zabieram cię do Dortmundu. Wiem, że zawsze o tym marzyłaś.- uśmiechnął się szeroko
- Kochanie! To cudowne! Bardzo ci za wszystko dziękuję.- załapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę naszego hotelu. Tam zapieczętowaliśmy wszystko upojną nocą.

~~II~~
- Kuba! Kuba! Zrób mi tu zdjęcie!- stanęłam jak modelka przed wielkim Westfalstadion i uśmiechnęłam się do aparatu mojego narzeczonego
- Ślicznie skarbie- zrobił zdjęcie i poszliśmy dalej

Byłam pod ogromnym wrażeniem całej budowli. Obeszłam ją  chyba z 50 razy i nadal nie mogłam się napatrzeć. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że za 8 godzin przyjdę tu na mecz!!! AAAAA!!! Ja nadal nie mogę w to uwierzyć. Mam to szczęście, że mój chłoptaś interesuję się piłką i wykupił nam pakiet biletów na mecze reprezentacji. Jestem pełna podziwu dla tego chłopaka. Jak on o mnie dba ! Wszędzie mnie ze sobą ciąga… Nawet jesteśmy razem na studiach. Studiujemy w Warszawie. Teraz planujemy wynająć sobie wspólne mieszkanie, ale nie wiemy co nam z tego wyjdzie. Coś czuję, że on jest tym jedynym. Tym który zabaluje w moim sercu na dłuuuugggoooooo….

Jestem z Kubą już cztery lata. Znamy się jak łyse konie. Na razie niczego konkretnego nie planujemy. On ma już 23 lata. Ja przy nim to gówniara o trzy lata młodsza. Hheheheh… Mam nadzieję, że póki co pozostaniemy na pierścionku zaręczynowym.
- Zdenerwowana??- zaszedł mnie od tyłu i wtulił się w moje ciało
- Troszeczkę. Wiesz… To już nie ta sama drużyna. Tylu zawodników odeszło. – posmutniałam na sama myśl o tym, że nie zobaczę już Marco Reusa, Kuby Błaszczykowskiego, Łukasza Piszczka, Matsa Hummelsa i jego… Roberta Lewandowskiego. Ale i również wielu, wielu innych, którzy przewinęli się przez szeregi Borussii w ciągu tych 4 lat.
- No tak, ale przybyli nowi. Nie smutaj miśka. – pocałował mnie w policzek
- Jakbyśmy przyjechali tutaj troszeczkę wcześniej. To znaczy w poprzednim sezonie. Oni by jeszcze grali. Marco miał podpisany kontrakt do 2017 roku. Ale odszedł w letnim okienku transferowym.
- No wiem, wiem. Ale powinnaś się cieszyć. Zobaczymy pierwszy mecz twoich Borussen w nowym sezonie.
- Cieszę się. Bardzo się cieszę !- krzyknęłam uradowana i zawiesiłam ręce na szyi ukochanego
Mecz zakończył się bardzo korzystnie dla mojego BvB, ponieważ pokonali Werder Bremen 2:1. Z rozdziawioną buzią z zachwytu opuściłam stadion i udałam się prosto do pokoju hotelowego, wraz z moim narzeczonym, który nie odstąpił mnie ani na kroczek.

~~II~~
Teraz już tak króciutko o sobie. W moim życiu wiele się działo. Mogę powiedzieć, że odniosłam wiele życiowych sukcesów. Oczywiście porażki na mojej drodze również się zdarzały. Ale musiałam się z nich szybko podnieść. Życie jest po to, by przeżyć je jak najlepiej. Mówi wam to ta, która całe dwa miesiące była między niebem, a ziemią. Nie znane są wyroki boskie. Dzisiaj możesz przeżyć swój najlepszy dzień, a jutro może cię już nie być. Życie nauczyło mnie tego, by czerpać z niego ile się da. Wyciskać je jak cytrynę do herbaty i nie okazywać słabości. Mój sen był piękny, ale nie realistyczny.

Nie żyjmy snami. One nic nam nie dadzą. Miejmy szeroką wyobraźnie, ale stąpajmy twardo po ziemi i starajmy się szukać sobie partnerów z naszego przedziału wiekowego. Moje senne opowiadanie dało mi dużo do myślenia. Rozbiłam do tamtej pory udany związek, dwojga kochających się osób. Stanęłam im na drodze do szczęścia i dostałam za swoje. Tragedia goniła tragedię.

Mój wypadek, również spowodował zmianę w moim toku myślenia. Przez to co się stało przestałam imprezować. Kuba też sobie odpuszczał spożywanie nadmiernej ilości alkoholu… Jestem mu za to wdzięczna. Z resztą… Musiał wyrobić sobie nowe prawo jazdy. Poprzednie miał zabrane. Dostał karę grzywny i prace społeczne… Wszystko odrobił, a teraz jest przykładnym obywatelem. Jestem z niego dumna!

Aktualnie mam 24 lata i jestem szczęśliwą panią Sokalską, oraz posiadaczką małego urwisa w postaci mojego kochanego synka Roberta. Tak wiem… Ale nie mogłam inaczej. Musiał mieć tak na imię. Jednak coś po tym śnie pozostało. Właśnie! Jeżeli chodzi o Roberta Lewandowskiego… Hmm… w 2014 przeniósł się do Monachium. Zasilił szeregi Bawarczyków na 3 lata. Później grał w MANU TD, a teraz w Juventusie. W kadrze radzi sobie o niebo lepiej. Ostatnio oglądałam mecz z moim synkiem i kamera wskazała trybunę. Dorobił się chłopak dwójki wspaniałych dzieci. Ma dziewczynkę i chłopczyka. Kto wie.. Może jeszcze kiedyś mój mały Sokalski zagra z Juniorem Lewandowskim w jednej drużynie!

**THE END**
Witam was skarby moje ! :*
Jak wiadomo, każda historia ma swój początek i koniec.
Jest mi strasznie przykro, że musze się z wami pożegnać. Mogłabym pisać i pisać, ale wiem, że na dłużą metę zrobiłoby się to zwyczajnie nudne ;/ Wszystko co dobre kiedyś się kończy, więc….
Moje pożegnanie będzie krótkie, zwięzłe i na temat ! ; ))
Kochane moje!
Dziękuję wam serdecznie za te wszystkie dni spędzone razem. Dziękuję, że czytałyście to opowiadanie i z każdym rozdziałem dawałyście mi jeszcze większego POWERA do pisania kolejnych odcinków! Dziękuję wam za tak wspaniałą liczbę wyświetleń, która wzrastała w oczach. Dziękuję za szczere i bardzo, ale to bardzo miłe komentarze!! :***
Chciałabym podziękować wam wszystkim z osobna, ale nie jestem w stanie tego zrobić, dlatego… Ogromne dzięki składam w ręce Leny, która była ze mną od początku tego opowiadania. Borussen, która dawała kopa z każdym nowym odcinkiem. Lokaaa, która również starała się być ze mną i mnie wspierać. Wild Child, Lenie Klopp, Karolinie Reus, Nuśce, Sognante i wszystkim, wszystkim, wszystkim anonimom. Z pewnością nie wymieniłąm wszystkich ważnych osób, ale uwierzcie, że tego nie da się zrobić ; ))
Jesteście najlepszymi czytelniczkami jakie miałam!
Gorąco was pozdrawiam i życzę wam samych sukcesów w szkole i nauce!
Bloggerkom dużo obserwatorów, wyświetleń i komentarzy :D
Trzymajcie się kochane! Mam nadzieję, że usłyszycie o mnie już niebawem. Zaczęłam pisanie nowego opowiadania, również o Lewym ! :** Trzymajcie kciuki by się udało : )))
PS; Opowiadania, które zaczęłam czytać postaram się zawsze skomentować :D
Jeszcze raz bardzo wam za wszystko dziękuję i do zobaczenia ! :*****

GORĄCE POZDROWIENIA I BUZIAKI PRZESYŁA MALINKA-MAJA :*** <3



sobota, 14 września 2013

Odcinek dwudziesty dziewiąty :*




Poznałam świat
Robi
łam wszystko, wszystko miałam
Diamenty, brylanty i Bel-Air
Gor
ące noce w połowie lipca
Gdy byli
śmy na zawsze razem
Szalone dni, neony miasta
I to, gdy bawi
łeś się ze mną jak dziecko
Czy będziesz mnie kochał, gdy już nie będę młoda i piękna?


Wieczór kawalerski to impreza, o której krąży wiele mitów. Podobno ten wyjątkowy wieczór to ostatnia szansa na to, by zaznać rozkoszy wolności. Ważne jest również to, że wieczór kawalerski nie ma sztywnych reguł, a jego przebieg zależy od nas samych.

Ślub to nie kara, lecz dobrowolny wybór dwójki zakochanych w sobie osób. Jeśli ludzie się kochają, to bez żadnych obaw można stwierdzić, że wieczór kawalerski, będący ostatnim dniem wolności, jest, jakby nie patrzeć, ostatnim dniem wolności, której tak naprawdę nie chcemy.
Zastanówmy się też nad tym, jakie znaczenie ma ten dzień dla samego pana młodego?
Goetze jest piłkarzem. Codziennie przebywa w męskim gronie. W zakładzie potu i męskiego odoru. Chłopaki, chcąc mu umilić życie postanowili zorganizować imprezę, na którą Mario zostanie zaproszony na sam koniec.


~~II~~


- Cześć pojebusku! – rzuciłam się na łóżko, na którym przebywał mój ukochany mężczyzna.
- Kto, kto…- złapał mnie w pasie i zaczął łaskotać. Nie mogłam przestać się śmiać.
- Hahha.. Lewy.. Hahah.. No przestań.- wydusiłam  z siebie i spojrzałam w jego cudowne niebieskie oczęta.
- Odwołaj to co powiedziałaś…- odwrócił na chwilę głowę, a ja wymknęłam mu się z objęć
- Nigdy skarbie, nigdy!- krzyknęłam i zamknęłam go w sypialni. – To za ten wczorajszy numer z fanką! – zaśmiałam się pod nosem i wymachując kluczami zeszłam przygotować sobie jakieś śniadanko.
- Maja!!! Maja wypuść mnie!!!
- Nie ma opcji!- odkrzyknęłam i wróciłam do krojenia zgrabnych kawałków chleba
- Majuś… Majusiu,… Majuniu…. Majeczko…Majeniusiu…
- No,no, no…. I kto jeszcze?- zapytałam otwierając mu drzwi
- Skarbeńku??- pocałował mnie w policzek
- A doczekam się magicznego słowa, czy mogę sobie o tym pomarzyć??
- Wiesz. Pomarzyć zawsze można..- zaśmiał się
- Cham ! – wepchnęłam go z powrotem do sypialni i zbiegłam po schodach
- Ojejciu.. Teraz się będziesz obrażać.- wpadł do kuchni i otworzył lodówkę. Miałam ochotę kopnąć go w zadek, by wleciał do jej środka. Szczwana ja!
- Young and beautiful- zaczęłam śpiewać, by nie słyszeć mruczenia Lewego
- Misia no.. Przecież wiesz jak ja bardzo cię kocham- przytulił mnie mocno do siebie i złapał moją twarz w swoje silne męskie  dłonie.- Zgoda?- odwróciłam wzrok, by tylko nie patrzeć mu prosto w paczałki… Miało to na mnie zły wpływ- Przepraszam..- przeciągnął
- No nareszcie! – pocałowałam go-Myślałam, że to będzie trwało wieczność i o jeden dzień dłużej!

~~II~~

Wieczór zbliżał się wielkimi krokami. Od zdarzenia z fanką nie wywinąłem już Mai żadnego numeru. W sumie trochę śmiechu z tego było, ale szybko zszedłem na ziemię, gdy musiałem zacząć ją za to przepraszać. Zacząłem się szykować na wieczór kawalerski do Mario. Maja od samego rana zaczyna mi ględzić nad uchem byśmy go przypadkiem nie spili, ponieważ na drugi dzień ma się żenić z jej najlepszą przyjaciółką.
- Robert! Ja sobie nie wyobrażam skacowane Goetzego na ślubie.- stanęła w drzwiach z założonymi rękoma na piersiach
- Oj Majuś… No chyba nie myślisz, że wyjdziemy z imprezy na trzeźwo? Z resztą. Przecież ty też dzisiaj ,czysta” z panieńskiego Angeli nie wyjdziesz.- odpowiedziałem wyjąłem z szafy moją nową koszulę
- O matko! – wkurzyła się i rzuciła się na łóżko- Jak ty mnie czasami wkurzasz…. Ale cię kocham- spojrzała na mnie i zaczęła się szczerzyć
- Ja ciebie też- podszedłem do niej i zaczęliśmy się całować
- Dobra. Bo za 30 min przychodzi po mnie Lisa, a ja jestem w totalnym proszku- zerwała się z łóżka i popędziła do łazienki, którą okupowała przez dobre 20 min! Nie rozumiem kobiet! Miała strzelić sobie szybki makijaż. Szybki! Masakra…
- Kochanie.. Możesz już wyjść? Ja też się śpieszę.- zacząłem dobijać się do drzwi łazienki.
- Już. Sekundka. Jeszcze tylko…. O! JUŻ!- krzyknęła i otworzyła wrota
- WoW! Wyglądasz.. Cudownie- przybliżyłem się by ją pocałować
- Yyyyy.. Robert nie- odsunęła mnie od siebie- zmażesz mi szminkę.- odprowadziłem ją wzrokiem i zacząłem układać sobie włosy

~~II~~

- Lewy!!! Siema stary! Świetnie wyglądasz!- wysoki brunet z kręconymi włosami stanął naprzeciwko swojego kolegi i zaprosił go ruchem ręki do swojego samochodu.
- Zdążymy?? – Robert popatrzył na kierowcę, który właśnie zaczął zapinać pasy i odpalać silnik
- My nie zdążymy?- powiedział i ruszył z piskiem opon z pod domu Lewego. Hałas był tak wielki, że aż Maja wyjrzała przez okno by zobaczyć czy nikomu nic się nie stało.
- No to Mario będzie miał niespodziankę.
- A co z dzieckiem? Przecież Angela też będzie balować.
- Aaaa… Co się martwisz. Wynajęliśmy im niańkę. Mówię ci! Tak dupa, że szok!
- Dobra, dobra. Ty lepiej drogi pilnuj.

Na miejsce dotarli po upływie 20 minut. Wysiedli z samochodu. Z bagażnika stopera Dortmundu wyjęli dwie skrzynki alkoholu.. Różnego rodzaju. Zaczynając od tych najmocniejszych trunków, a kończąc na zwykłym piwie. Weszli do środka wielkiego baru, po którym kręciło się mnóstwo nieznanych nikomu osób. Okazało się, że znajomi zaprosili znajomych, którzy zabrali swoich znajomych. Impreza w stylu domowym zapowiadała się fantastycznie. Brakowało tylko jednego.
- Marco? Gdzie jest Mario?? – Robert zaczepił blondyna, który kręcił się obok baru
- Co ty chcesz koleś??- facet odwrócił się w jego stronę i ani trochę nie przypominał Reusa
-A sory. Pomyliłem się.- Lewy zaśmiał się pod nosem i zaczął poszukiwania swoich kumpli- O ! MARCO!!! – krzyknął z końca Sali
- Co się tak drzesz? – jedenastka podszedł do niego i poklepał po plecach na przywitanie
- Gdzie macie Mario? I dlaczego tu jest tyle ludu?
- Zaraz się wszystko przerzedzi. Musimy niektórych wyprosić i tyle, a Mario.. Siedzi sobie w domku ze swoją żoneczką, ale zaraz przeżyje istny Armagedon.- zaczął się śmiać jak głupi do sera
- Co wykombinowałeś.?
- To nie ja. Pomysłodawcą był Kevin. Hahah.. Zaraz do domu Goetze wpadnie brygada antyterrorystyczna i zabierze jego i Angelę z domu.
- Ocipiałeś z radości !!! Przecież oni zawału dostaną.- Robert złapał się za głowę
- Nie dramatyzuj. Będzie super.- Marco pocieszył przyjaciela i zabierając z baru czerwonego drinka wskoczył na parkiet – DANCE! DANCE BABY!!!!

Tymczasem  na wieczorze panieńskim u Angeli panowała zupełnie inna atmosfera. Dziewczyny poubierane w miniówki, krótkie spodenki i prześwitujące topy zebrały się przy eleganckiej restauracji i czekały na przybycie panny Wolskiej.
- Maja.. Zakryj sobie, bo cycki ci widać.- Ewa Piszczek podeszła do Malickiej i podciągnęła jej bluzeczkę
- Dziękuję- dziewczyna posłała jej jeden ze swoich sympatycznych uśmiechów i objęła ją swoim ramieniem – dawno się nie widziałyśmy – posmutniała
- Dzisiaj nadrobimy skarbie! – krzyknęła uradowana Piszczkowa i zawiesiła się jej na szyi
Nagle zza rogu  wyjechał bojowy wóz. Zatrzymał się tuż obok dziewczyn. Powysiadali z niego panowie w czarnych strojach i maskach na twarzach. Wyglądali bardzo przerażająco. Przestraszone dziewczyny zebrały się do kupy i przysunęły się bliżej ściany.
- Co jest laseczki!?- z wozu na rękach została wyniesiona rozbawiona Angela. Wszystkie zaproszone odetchnęły z ulgą i od razu się do niej przytuliły- To był głupi żart Gosskreutza. Nie pytajcie.- machnęła ręką- Dzisiaj się zabawimy!!!!!!!

Weszły do środka. Sala była idealnie przystrojona. U góry wisiały balony. Ściany pomalowane na czerwono- czarno dodawały temu miejscu niesamowitego charakteru. Jeden wielki stół, a na nim same pyszności. Do wyboru do koloru.
- Angela!! Setki kochana! Żeby ci ten Mario zbytnio w życiu nie zawadzał i żebyś miała czas na imprezki ze mną- Malicka wyściskała swoją przyjaciółkę
- Nie martw się. Nigdy o tobie nie zapomnę. Zawsze będziemy razem- uśmiechnęła się i łza spłynęła jej po policzku
- O nie. Nie płaczemy. Bawimy się!!! – Maja wyszła na parkiet i razem z  Wolską zaczęła rozkręcać imprezę. Po chwili na deskach znalazły się wszystkie zebrane. Impreza była przednia, a niespodzianki, które Angela dostała od dziewczyn będą poprawiały jej humor każdego dnia.

~~II~~

- MARIO! MARIO!!! MARIO!!!- chłopaki wiwatowali na cześć zapitego w trzy dupy Goezte, który krzątał się gdzieś pomiędzy nimi. Złapali go za ręce i nogi i zaczęli podrzucać do samego sufitu.
- Sto lat Mario!- Kevin złapał pana młodego i wyszedł z nim na parkiet po czym zaczęli tańczyć rozbierańca. Niespodziewanie obok nich pojawiły się dwie młode panienki. Striptiz trwał w najlepsze. Rozbawione i upite towarzystwo zaliczało zgony.

- UUUUUUuuuuuu!!!! – Marco podparł się o ramię Roberta- Lewy dawaj ! Teraz MY!- złapał przyjaciela za rękaw i wprowadził go na scenę. Złapali dziewczyny w tali ściągali z nich co tylko możliwe.- JEST STRIPTIZ< JEST IMPREZA!!!!!- zaczęli się drzeć i podskakiwać w rytm piosenki Project X - Yeah Yeah Yeahs - Heads Will Roll.

- Najlepszy kawalerki na jakim kiedykolwiek byłem !!!- Robert podszedł do baru ze stanikiem w ręku. – Muszę go podarować Mai…

- HAhahahahah…. Ale się zalałeś. Nigdy cię takiego nie widziałem.

- Bo ty Marco jeszcze wielu rzeczy nie widziałeś.- puścił mu oczko i wszedł na bar. Złapał za butelkę mocnej Tequili i zrzucił z siebie koszulkę.

- Czekaj stary. Nagram cię!- Reus wyciągnął z kieszeni swojego smartphona i podał go nawalonemu Mario, a sam zajął miejsce obok Roberta- Skoro laski  tak mogą to my też!

- Dance 'til you're dead

-Heads will roll

-On the floor!!- wykrzyczeli razem i zaczęli się polewać trunkiem

- Pachniesz Tequilą i to mnie podnieca- Marco rozpiął sobie spodnie, które po upływie sekundy znalazły się na głowie jednego z imprezowiczów

~~II~~

 

- Maja! Maja chodź do mnie! – Angela stanęła na scenie i wołała mnie do siebie
- Już lecę kochanie !!- Zabrałam ze stolika mojego niedokończonego Jacka Danielsa i pomaszerowałam w jej stronę
- Pamiętasz nasze pierwsze wakacje we Włoszech!- mówiła głośno, prosto do mojego ucha
- No pewnie! Drinki, faceci i my!- oblizałam usta
- A nasz taniec na róże pamiętasz!?- poruszała zabawnie brwiami i pociągnęła mnie za rękę – Dawaj pierwsza!

Wskoczyłam na zimną rurę i wyginałam przy niej swoje ciało. Od razu dołączyła się do mnie EWA!? Boże święty! EWCIA ! Tego bym się po niej nie spodziewała. Zdjęła bluzkę i wymachiwała nią w górze.
- Dawaj Piszczek! – podeszłam do niej i złapałam ją za bioderka. Kręciła nimi niczym zawodowa tancerka.- Podniecasz mnie!
- Hahahha… Nie napalaj się tak Malicka- dotknęła mojego policzka i zaczęła mnie całować. Nieźle poleciałyśmy po bandzie. Łukasz i Robert z pewnością byliby z nas dumni.. Hahaha.. Olać ich! Zabawa jest świetna!
- MAJKA! EWA! GORZKO! GORZKO!!!- dziewczyny krzyczały tak głośno, że nawet kelnerki ustawiły się w półkolu by obejrzeć przedstawienie.
- Świetnie całujesz. Lepiej od mojego męża.- oderwała się ode mnie i szeroko uśmiechnęła
- Ty zboczeńcu- wytknęłam jej język, który ona mi przygryzła- Jej.. Ewcia… Takiej cię jeszcze nie znałam
- Ja siebie też nie!!! Ale jest zabawa, nie!?- zeskoczyła ze sceny i porwała Agatę do tańca
- Tej pani już nie lejcie- wskazałam na nią palcem i dokończyłam swój cudowny taniec. Nie wiem co się ze mną stało, ale nagle zaczęło mi się kręcić w głowie i upadłam. Pamiętam tylko, że stało wokół mnie dużo ludzi…

~~II~~

- Halo! Halo…. Słyszy mnie pani?? Proszę powoli otwierać oczy…
- Obudziła się! – ktoś krzyknął prosto nad moja głową

Starałam się otworzyć oczy, ale za każdą próbą raziło mnie niesamowicie jasne światło. Zaczęłam zakrywać się ręką, którą ledwo co uniosłam. Nade mną stało kilku ludzi ubranych w białe kitle. Od razu domyśliłam się, że są to lekarze. Gdy w pełni otworzyłam oczy dostrzegłam moja rodzinę, która czekała przed salą.
- Witamy panią z powrotem.- jakiś facet z kartką w ręku doszedł do mnie i zaczął się szczerzyć- Czy pamięta pani swoje imię?
-Tak. Maja. Ale gdzie ja jestem i co ja tu robię?? Gdzie jest Robert?- zaczęłam się rozglądać po Sali, szukając mojego jedynego dopływu szczęścia
- Spokojnie. Proszę się nie przemęczać. Dopiero wybudziła się pani ze śpiączki farmakologicznej. Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Proszę odpoczywać i o nic się nie martwić. Wszystko już jest ok. – wyszedł z sali, do której zaraz zbiegła się moja rodzina
- Mamo gdzie jest Robert? Co ja tu robię! Zadzwońcie do niego, proszę! On musi wiedzieć, że  jestem w szpitalu.- zaczęłam histeryzować
- Jaki Robert? Córeczko o czym ty mówisz?- mama pogłaskała mnie po włosach
- Mój narzeczony… NO Robert cholera! – krzyknęłam
- Majuś.. Ty nie masz żadnego narzeczonego. Masz dopiero 16 lat i miałaś wypadek. Coś musiało ci się przyśnić. Nie ma żadnego Roberta!

CO!? Jak to!? To.. to był tylko głupi sen! To jest niemożliwe! Boże! Mam znowu 16 lat.. I pozostały mi tylko głupie marzenia o wakacjach, o Robercie, o Monachium…??
________________________________________________________________________________
Pewnie się tego nie spodziewałyście, co?? 
To był mój plan od początku tego opowiadania :)) Nie wiem czy udany, czy też nie :) Musicie same to ocenić :D
Przykro mi, że w tak małej ilości komentujecie moje opowiadanie... Ale płakać z tego powodu nie będę :) Sama chodzę do szkoły i wiem jakim nawałem pracy jesteście obciążone na samym początku :D
Widzimy się w kolejną sobotę misie !!!! <3
Kocham was! 
Pozdrawiam Maja :**