środa, 8 maja 2013

Drugi odcinek :*




,,Wszystko w życiu wydaje się takie oczywiste i proste. Czerpmy z niego jak najwięcej, bo nigdy nie wiemy co może się zdarzyć! „


   



   Dziś jest poniedziałek. Obudziłam się ze świetnym humorem. Pierwszy raz od przyjazdu do Warszawy porządnie się wyspałam. Nie wiem jak udało mi się to uczynić, ale jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Za oknem jest straszliwy hałas. Co trochę przejeżdża jakieś auto. Warkot silników nie jest najlepszą pobudką. Angie weszła do mnie do pokoju i zasiadła obok na kancie mojego łoża. Wyglądała dziś wyjątkowo ładnie. Była ubrana w miętową sukienkę i jasne koturny.
- Wstawaj śpioszku, bo się do pracy spóźnimy.

   No właśnie. Zapomniałam oznajmić, że rzuciłyśmy robotę u , boskiego’ Dominika na rzecz pracy w innym barze. Jak się o tym dowiedział strasznie się wściekł. Stwierdził, że jak nie my to ktoś inny będzie miał zaszczyt u niego pracować. Powiedział również, że na nasze miejsce ma 20 innych kandydatów. Spoko oko. Przecież niech ma. Mnie to i tak już nie obchodzi. Nasz nowy szef podzielił nas obowiązkami. Ja i Angela nie zawsze będziemy na tej samej zmianie, ale może to i nawet lepiej. Plusem jest to, że  w weekendy pracują tylko ci co chcą. Nikt nie jest do niczego zmuszany. Coś ci się nie podoba to drzwi są tam i dowidzenia.
- Już wstaję. – wyciągnęłam się – Ładna pogoda, prawda ??
- Tak. Dzisiaj jest bardzo gorąco. Wyskakuj z wyrka, migusiem do łazienki, zakładaj kiece i lecimy. – Angie była dziś pełna optymizmu
- Ok. – jakimś cudem udało mi się zwlec z łóżka. Zabrałam ze sobą kremową sukienkę i poszłam się zrobić na bóstwo.- Angela! Angela!
- Co się tak wydzierasz!?
- Pomóż mi..- zrobiłam kwaśną minę i wyszłam z łazienki. Tego nie przewidziałam. Moja szczotka do modelowania włosów zaplątała mi się w nie tak, że nie szło jej w żaden sposób wyciągnąć.
- No nie. Majka coś ty zrobiła- zaczęła się ze mnie śmiać- Trudno. Pójdziesz do pracy ze szczotka na głowie.- i znów wybuchnęła niepohamowanym śmiechem
- Przestań się śmiać i żartować. Pomóż mi proszę..- zrobiłam słodką minkę
- Chyba będziemy musiały ciąć.- Wolska zauważyła przerażenie w moich oczach i po raz kolejny zaczęła się szczerzyć. W rezultacie oberwała ode mnie w ramie.
-Ałaaa.. To bolało..- stękała
- Mnie też boli! Ale głowa, a nie ramię !!

   Po wielu próbach i cierpieniach udało nam się wyciągnąć tą paskudną szczotkę z mojej głowy. Byłam zmuszona pójść do pracy z kołtunem na głowie ( lepsze to niż iść ze szczotką). Założyłam buty, ubrałam kurtę i poszłyśmy.
Pierwszy dzień w naszej nowej pracy minął w bardzo pozytywnej atmosferze. Wszyscy klienci kulturalni i nawet nasz szef pogratulował nam dobrej roboty. W nagrodę dostałyśmy darmowy soczek. Nasza zmiana skończyła się o 15, więc nie wracałyśmy jeszcze do domciu. Postanowiłyśmy pozwiedzać Warszawkę. Jesteśmy w  niej już dwa tygodnie, a jeszcze nie znalazłyśmy czasu na porządne zakupy. Pierwszy tydzień minął nam na remoncie i przygotowaniu warunków mieszkalnych, a drugi na leniuchowaniu szukaniu pracy i odpoczynku po wcześniejszej harówie. Udałyśmy się do Złotych Tarasów. Zawsze marzyło mi się, że kiedyś jak będę na studiach w Warszawie to właśnie Złote Tarasy będą moim ulubionym miejscem odpoczynku.
- Boże! Ale to jest wielkie! Trzymajmy się blisko siebie!- złapałam Angelę za rękę i chodziłyśmy po sklepach. Przymierzałyśmy różne ciuchy i robiłyśmy sobie zdjęcia. Na sam koniec poszłyśmy do kawiarni na kawę i pyszne, ale i też bardzo kaloryczne ciastko.
- Oj Majkaaaa- przeciągała- Pamiętasz tamte czasy…- rozmarzyła się spoglądając gdzieś przed siebie
- Pamiętam, pamiętam. Wiesz co jeszcze pamiętam?
- No mów- zaciekawiła się i oderwała wzrok od podłogi
- Jak chodziłyśmy do gimnazjum i gadałyśmy o tym, że w przyszłości to my będziemy mieć chłopaków, którzy będą piłkarzami… Później w Liceum mi się marzył Robert Lewandowski.. Achhh.. Mówiłam ci, że się z nim w przyszłości ożenię i takie tam.
- No.. Pamiętam. A później jak się przeniósł z Lecha do Borussii to ani jednego meczu nie przegapiłyśmy…
- hehhe… Racja… Fajnie było. Później ja poznałam Krystiana, który nie był piłkarzem, a co gorsza nawet nie wiedział co to jest spalony, a ty Kamila. Miałam wtedy obawy, że nasza obietnica nie wypali i na studia zamiast ze mną pojedziesz z nim.-posmutniałam
- No coś ty- złapała mnie za rękę-  nie zostawiłabym cię. Dopełniamy się. Przecież wiesz..- Angela zaczęła mnie pocieszać.
- Mam nadzieję, że cały czas będzie tak wspaniale i nic nas nie rozdzieli.
- Co ty za dyrdymały opowiadasz. Po pierwsze mówisz tak jakby zaraz miał się skończyć świat, a po drugie MAJKA OGARNIJ SIĘ!! Jesteśmy razem- przerwała- Dziwnie to zabrzmiało.. no nic. Więc jesteśmy razem ok. kołyski, a ty mi gadasz takie rzeczy! Dziewczyno !
- No ok, ok… chwila słabości i braku wiary..
- Proszę więcej razy do tego nie wracać.
- Tak jest!
- A teraz zbieraj się, bo zaczyna się późno robić, a my jutro wolnego nie mamy. Po za tym mam dla ciebie niespodziankę, a nie chce mi się z nią tak długo czekać.
- Proszę…. Powiedz mi o co chodzi.. Błagam- przez całą drogę do domu męczyłam nią prośbą o wyjawienie mi tajemnicy. Na moje nie szczęście Wolska była  nieugięta i nie powiedziała o co chodzi. Gdy tylko weszłyśmy do domu, usiadłyśmy na kanapie w salonie. Angela wstawiła wodę na herbatę i wyjęła z torebki jakąś małą kopertę.
- Co ty tam masz?
- W liceum obiecałyśmy sobie również, że jak będziemy w Warszawie to wreszcie pójdziemy na jakiś mecz. Możesz już skakać z radości kochana!!
- Żarty sobie ze mnie robisz!?- nie mogłam w to uwierzyć. Moja najlepsza przyjaciółka po kryjomu zamówiłam nam bilety na mecz reprezentacji.- AAAAAA!!! – zaczęłam się drzeć
- Też się cieszę! Już nie mogę się doczekać! W końcu zobaczysz tego swojego Lewandowskiego z bliska. – przytuliła mnie
- Ja to będę szczęśliwa nawet w tedy jak z bliska ujrzę Wawrzyniaka.
- Ty to masz marzenia !- skomentowała

    Do meczu pozostał nam tydzień. Do tego czasu będę musiała się zastanowić w co mam się ubrać. Kiedyś nie lubiłam piłki nożnej. Wydawało nie się to takie głupie jak kilkunastu facetów w krótkich spodenkach biega sobie po boisku za piłeczką. Wkurzało mnie, gdy tata z bratem krzyczeli GOOOOOLLLLL… Tak, że aż na podwórku ich było słychać. Nie mogłam tego zrozumieć. A teraz ?? Teraz to ja jestem wierną fanką naszych orzełków. Jak zaczyna się mecz nie mogę opanować emocji. Cała się trzęsę, a krzyczę jeszcze głośniej niż nie jeden facet w mojej rodzinie.

   Dochodziła godzina 22.00. Zasiadłam już umyta przed telewizorem. Włączyłam go i przykryłam się po same uszy kocykiem. Dołączyła do mnie Angela. Rozmawiałyśmy długo o wszystkim i o niczym, ale tematem tabu był zdecydowanie mecz. Oby dwie byłyśmy rozemocjonowane. Teraz tylko przechodzić cały ten tydzień do pracy, przez sobotę i niedziele odpocząć, a w środę ubrać się na biało- czerwono i wyruszyć na Stadion Narodowy.

~~II~~


    Kolejny, nowy, piękny dzień zapukał do drzwi dziewczyn. Wszedł do korytarzu zdjął płaszcz i buty i rozgościł się w salonie. W salonie, w który już od rana panuje ogromny chaos. Dziś jest bowiem środa. Dzień meczu Polska- Andora. Angela w pidżamie smaży naleśniki, a Maja biega na boso po mieszkaniu szukając swojej pęsety. Zero jakiej kolwiek organizacji. Dwie  roztrzepane studentki nie umiejące sobie z niczym poradzić.
- Angie widziałaś….- Maja podniosła głowę spoglądając na przyjaciółkę
- Nie. Nie widziałam. A ty widziałaś może..
- Nieeee...- schyliła się pod stolik- O MAM!!!- i podnosząc się zapomniała, że jej głowa się pod nim znajduje. W rezultacie z impetem uderzyła nią o krawędź stołu.
- Czy ty nie możesz chociaż w jeden dzień przestać się okaleczać ??
- Bardzo cię przepraszam, ale zazwyczaj robię to kompletnie nieświadomie.
- Hhaaaahha… Dobra. Idź już do tej łazienki, bo jak skończę z tymi naleśnikami to też chciałabym z niej skorzystać.
- Już pędzę…

   Po odprężającej kąpieli Maja zjadła naleśniki przygotowane przez Angelę i poszła na małe zakupy do pobliskiego sklepu. Stojąc przy kasie podsłuchała fragment rozmowy dwóch mężczyzn.
- Idziesz dzisiaj Zeniu na mecz ??- spytał starszy posiwiały pan swojego znajomego
- Idę, idę.. Mam nadzieję, że nasze chłopaki pokażą dzisiaj co potrafią i wstydu nie będzie .- powiedział drugi nieco niższy i młodszy
- Liczę przynajmniej na 4:0.
- Przepraszam, że się wtrącę- odezwała się dość niepewnie Maja- również trzymam za chłopaków kciuki, ale wcześniej rozmawiali panowie o Łukaszu Piszczku, prawda?
- Tak młoda damo.- odpowiedzieli jej
- Mówili panowie, że jemu ostatnio się nie chce grać. A to wygląda zupełnie inaczej.
- Ekspertka się znalazła. Kochanie, a ile ty masz lat ?- naśmiewali się
- Wystarczająco dużo żeby móc o takich sprawach dyskutować. Tym bardziej kiedy słyszę z ust co poniektórych takie bzdury.- oburzyła się i zaczęła wykładać zakupy na taśmę
- No to słuchamy uważnie- przystanęli łapią się pod boki i co trochę zerkając na tyłek Malickiej
- Łukasz Piszczek zmaga się z bardzo poważną kontuzją. Miał mieć nawet operacje na biodro, ale została ona przełożona, ponieważ poczuł się lepiej.
- No pacz Wiesiu – pan Zenek szturchną w ramię kolegę- trafiłam nam się mądrala. Nie wierzę, że taka piękna, młoda dziewczyna interesuje się typowo męskim sportem.
- No to trzeba uwierzyć proszę pana, bo ja kocham piłkę i wiem o niej wszystko.

~~II~~

    Zachichotałam i wyszłam ze sklepu. Panowie zaproponowali mi jeszcze pomoc w doniesieniu zakupów do domy, ale ja nie widziałam takiej potrzeby. Byli w niezłym szoku jak zaczęłam z nimi rozmawiać. W sumie to bardzo mili ludzie. Nie wiedziałam,  że mogę tu takich spotkać, a już tym bardziej wymieniać się z nimi poglądami na temat piłki  nożnej.

    Wróciłam do domu i rozpakowałam zakupy. Poukładałam rzeczy do szafek i do lodówki, po czym usiadłam wygodnie na sofie i czekałam na Angele.
- Jestem!!- o wilku mowa. Właśnie weszła do mieszkania i usiadła obok mnie. Wypuściła powietrze z płuc i odetchnęła z ulgą. Miałam wrażenie, że coś się stało, ale gdy tylko zaczęłam otwierać usta ona mnie uprzedziła..
- Nie pytaj!- więc nie pytałam. Znałyśmy się na wylot. Ciężko mi było z tym, że nie chce powiedzieć o co chodzi, ale musiałam jej zaufać. Skoro nie ma ochoty rozmawiać, to ja nie będę drążyła tematu.
- Co robimy na obiad?- spytałam na rozluźnienie atmosfery.
-Nie mam pomysłu. A co proponujesz? Ja zrobiłam śniadanko, więc teraz twoja kolej.- od razu się rozweseliła. Właśnie taka ją lubię. Miłą, z uśmiechem na twarzy. Wtedy wiem, że wszystko wraca do normy.
- Zjadłabym na obiad łososia… Hmmmm..Co ty na to? Kupiłam dzisiaj świeżego- puściłam do niej oczko, a ona się tylko cicho zaśmiała
-Ok. Możesz go przyrządzić.

   Podniosłam się z sofy i powędrowałam do naszej mini kuchni. Wyjęłam wszystkie potrzebne rzeczy i odpowiednio przyprawiłam naszego koleżkę. Później zamoczyłam go w specjalnym i bardzo dobrym sosie, po czym zaczął się rumienić na patelni. Do tego wstawiłam ryż i czekałam aż będzie dobry do spożycia. Wyciągnęłam z szafki dwa talerze i nałożyłam na nie moje popisowe danie.
- Tadam.- podałam je siedzącej już przy stole Angeli- I jak? Podoba się?
- Wiesz. Wygląda smakowicie, ale chyba boję się spróbować- skrzywiła się i oberwała ode mnie ręcznikiem w ramię
- Jedz i nie gadaj. Zobaczysz, że jeszcze o dokładkę poprosisz. A ja wtedy powiem ,, Przykro mi, ale więcej nie przewidziałam’’.. Hue Hue Hue

    Patrzyłam jak moja przyjaciółka niepewnie nakłada jedzenie na widelec i w bardzo wolnym tempie zaczyna je konsumować. Później kiwa głową na znak, że jej spakuje i na sam koniec dodaje- To jest pyszne!- po tych słowach od razu urosłam o 5 cm, a mierzę już 176 cm- Majka ! Od dzisiaj ty przyrządzasz obiadek!
- Chyba śnisz! Jutro Robisz go ty.- oznajmiłam
- Jutro moja droga to my idziemy do pracy. Tak dla przypomnienia tylko dzisiaj miałyśmy wolne, pamiętasz?
- Tak, tak…

   Zjadłyśmy obiad i obejrzałyśmy jeszcze jakiś strasznie nudny film. Opowiadał o starszej pani z kotem i jej zięciu. Taki dramat. Na sam koniec ten kot jej zdechł i pogrążyła się w smutku, żałobie i rozpaczy. N.U.D.Y!! Na szczęście dochodziła już godzina 18. I mogłyśmy zacząć się szykować na mecz. Założyłyśmy na siebie czerwone rurki i białe koszulki z jakimiś czarnymi napisami. Do tego trampki i byłyśmy gotowe do wyjścia. Zamówiłyśmy taksówkę, której nie udało się przedostać pod stadion. Wysiadłyśmy z niej jakieś dwie ulice wcześniej i przebijając się przez tłum ludzi dotarłyśmy najpierw na stadion, a później na nasze miejsca. Zasiadłyśmy w nich wygonie i czekałyśmy na wyjście piłkarzy na murawę. Byłyśmy strasznie podjarane zaistniałą sytuacją. Ze szczęścia zaczęłyśmy głośno krzyczeć.

~~~II~~
    Mecz zakończył się wynikiem 4;1 dla Polski. To był wspaniały mecz. Chciałyśmy jeszcze w ten wieczór dostać autografy od naszych orzełków, ale niestety się  nie udało. Załamane wróciłyśmy do domu.
Z samego rana, jak to zwykle u nas bywało, ciągły bieg. Spory o to która pierwsza wejdzie do łazienki i o to która zrobi śniadanie. Zawsze jednak umiałyśmy znaleźć złoty środek. Tym razem to ja musiałam robić śniadanko, a Angela szykowała się do wyjścia.
Strasznie się nam spieszyło, ponieważ za późno wstałyśmy. Zakładałam w pośpiechu buty i kurtkę. Miałam już zamykać drzwi gdy nagle przypomniało mi się o braku torebki. Musiałam tak na jednej nodze pójść po nią i dogonić Wolską, która była daleko w przodzie. Weszłyśmy do naszego miejsca pracy i wysłuchałyśmy kazania od naszego szefa. Mogłabym rzec, że byłby on wspaniałym mówcą. Nadawał by się na księdza. Po pięciu minutowym ochrzanie zabrałyśmy się do pracy. Moje zadanie?? Wytarcie stolików na błysk i odbieranie zamówień od klientów, których w dzisiejszym dniu  było bardzo mało. Zaledwie sześć osób na krzyż zamawiających tylko szklankę wody, w porywach do filiżanki herbaty lub kawy.
- Majka! – krzyknęła do mnie Angela z drugiego końca baru
- NO…
- Telefon ci przez cały czas dzwoni.- Poderwałam się z miejsca i popędziłam po mojego Iphona. Wyjęłam go pośpiesznie z torebki i tak jak przypuszczałam, ktoś już zdążył się rozłączyć. Poszłam za bar i zadzwoniłam pod kompletnie nieznany mi numer.

,,- Słucham?- odebrała.

- Witam. Moje nazwisko Malicka Maja. Dzwoniła pani do mnie. – uśmiechnęłam się sama do siebie

- Malicka!? Ach tak.. Rzeczywiście .. Ale droga Maju ja do twojej mamy próbowałam się dodzwonić..

- No to w takim razie pomyłka. Jeżeli pani chce ja mogę podać numer do mojej mamy. Znam go na pamięć.

- Nie ma takiej potrzeby. Do widzenia.- dziwna kobieta. Najpierw do mnie dzwoni, później dziwi się na moje nazwiska, a na sam koniec twierdzi, że starała się dodzwonić do mojej mamy… Coś tu nie gra. „

- Majka!!! Patrz kto przyszedł !- zdezorientowana Wolska wpadła do mnie i wydzierała się w niebogłosy. Wyszłam zza baru i kogo ujrzałam?? Nie wierzyłam własnym oczom. W naszym barze, przy stoliku rozsiadła się połowa kadry narodowej. Ale mnie zaszczyt kopnął. Obsłużę samego Roberta Lewandowskiego i resztę tej zgrai.
_________________________________________________________________________
 Witam ! :)) I jak?? Podoba się ??  Wiem, że to jest troszeczkę nudne, ale jakoś trzeba zacząć :)) Mam nadzieję, że kolejne rozdziały nie będą takie zawiłe ;) Pomimo wszystko chyba mi się ten rozdział podoba :D Piszę chyba, ponieważ nie jestem pewna co do niektórych akapitów :D Nie będę więcej przynudzała :) Jeżeli czytacie to komentujcie :D Daje mi to niesamowitego powera i wiem, że warto męczyć się z kolejnymi odcinkami :)) Pozdrawiam i miłego dnia :) Maja :*

DROGIE PANIE! 
Chciałabym was zachęcić do czytania tego oto opowiadania http://milosc-zakazana-najbardziej-kusi.blogspot.com/. Jest to blog o Łukaszu Piszczku :) Naprawdę fajny :)

środa, 1 maja 2013

Pierwszy odcinek :*



  

WELCOME TO WARSAW !!






   Za oknem przyroda budzi się do życia. Słuchać już śpiewy ptaków i delikatne kołysanie się liści na  wietrze. Wstałam dziś wyjątkowo wcześnie. Musiałam załatwić jeszcze parę spraw przed moim wyjazdem do Warszawy. Pierwsze co zrobiłam, to telefon do Angeliki. Ona z pewnością jeszcze spała.
- Halooo..- powiedziała ziewając
- No witaj księżniczko. Nie śpimy! Zwiedzamy! Wstawaj, wstawaj, bo nam pociąg ucieknie!
- A która jest godzina?
- 14.30 skarbie.
- CO!!!- krzyknęła do słuchawki- przecież ja się nie wyrobie- histeryzowała
- Hahha.. Spokojnie. Żartowałam. –uspokajałam-Jest dopiero 9.
- Majka! Uduszę cię jak spotkam!
- Wiem, że mnie kochasz. Spinaj poślady, bo zaraz tam u ciebie będę.
- OK., ok.

   Rozłączyłam się i dokończyłam pakowanie. Na podróż postanowiłam założyć krótkie spodenki i luźną koszulkę. Do tego założyłam koturny i całość prezentowała się idealnie. Związałam włosy w kitkę i powędrowałam do rodziców.
- Cześć córcia.- przywitali się ze mną
- Cześć, cześć. – pocałowałam ich w policzek
- A co to się stało, że się tak z nami witasz?
- hehe- zaśmiałam się- bo jest taka sprawa… Dajcie mi kluczyki do samochodu??
- A po co jeśli można wiedzieć?
- Chciałam do Angeli podskoczyć. Błagam. Plisss.. I tak już dzisiaj wyjeżdżam.
- NO dobra łap.- rodzicielka rzuciła je w moja stronę
- Tylko go nie zarysuj, tak jak poprzednim razem- dopowiedział tata
- To było miesiąc temu. Nie wypominaj.

   Wybiegłam z domu i wsiadłam do forda moich rodziców. Co prawda nie było to auto moich marzeń i ja bym go nie kupiła, ale moi rodzice stwierdzili, że nie będę im rządziła w sprawie wyboru samochodu. Z jednym się z nimi musiałam zgodzić. To auto jest cholernie wygodne i świetnie się je prowadzi. Po za tym ma cudowne radio. Włączyłam je i pokierowałam się w stronę domu mojej kumpeli.
Wjechałam na podjazd jej wielkiego domu i powędrowałam do drzwi. Otworzyła mi je pani Aneta.  Swoją drogą to bardzo miła kobieta. Zaprosiła mnie do środka. Usiadłam wygodnie w salonie państwa Wolskich i czekałam na moją gwiazdę, która zaraz powinna zaszczycić mnie swoją obecnością. Nagle wyszła z pokoju ubrana w krótka niebieską sukienkę. W ręku trzymała torbę podróżną, a za sobą ciągnęła walizkę.
- Daj. Pomogę ci.- wstałam z miejsca i ruszyłam jej z pomocą. Odebrałam od niej część bagażu i od razu zaniosłyśmy go do bagażnika samochodu moich rodziców.
- Dzięki.- odpowiedziała
- Nie ma za co. Teraz będziemy na siebie skazane. Musimy sobie pomagać.- przytuliłam ją
Długo u niej siedziałam. Wypiłyśmy kawkę z jej mamą, pożegnałyśmy się i pojechałyśmy do mnie. Zabrałam wszystkie walizki i razem z moimi rodzicami udałyśmy się na pociąg.
- Mamuś nie płacz….- uspokajałam rodzicielkę- Nie płacz, bo zaraz ja będę płakała..- i tak się stało. Łzy zaczęły wydobywać się z moich oczu. Nie mogłam się opanować. Ucałowałam rodziców i razem z Angelą odjechałyśmy.

WARSZAWA

- MAJKA!! Tu jest zajebiście! Patrz jakie mamy widoki za oknem!!- Angela stałą na balkonie i podziwiała otaczający ją krajobraz.
- No wiem, wiem. To mieszkanie jest cudowne, ale ja nie wiem jak mu je utrzymamy.
- Damy radę skarbie!- Wolska klepnęła mnie w ramię i udała się do kuchni po coś do picia.

  Kolejne dni w Warszawie mijały nam strasznie szybko. Zaczęły się tak urządzać. Do końca wakacji pozostał nam równiuteńki miesiąc. Wyposażyłyśmy całe mieszkanie. Najlepsze było to, że miałyśmy oddzielne pokoje. Ogólnie mieszkanie z opisu wygląda tak. Krótki korytarzyk. Po lewo Dwa małe pokoiki. Naprzeciwko drzwi wejściowych łazienka, a po prawo dość duży salon i aneks kuchenny. Pokoje są bardzo zadbane. Starałyśmy się z Angelą jak najlepiej je urządzić. Przez tydzień same malowałyśmy nasze mieszkanko. U mnie ściany są koloru morelowego, a u Angeli turkusowego. W salonie mamy lazurowe morze na ścianie, a w kuchni i w łazience kafelki od nowości.
- Malicka! Nie uwierzysz co się stało!!- Angie wpadła do domu jak poparzona
- Co jest!?
- Dostałyśmy robotę!!- skakała z radości, a ja razem z nią
- Ale jak to!? Gdzie!? W tym barze za rogiem!?
-TAK! ZNACZY NIE!
- Chwila, chwila….- opanowałam się- To gdzie !?
- No też w barze, ale nie w tym koło nas, tylko w tym dwie ulice dalej.
-AAaaaaaaaa… Spoko.....
- Wyobraź to sobie. Już niedługo będzie nas stać na jakiś samochód. Będziemy jeździć po Warszawie i się lansować.
- Samochód!? Jedyny na jaki będzie nas stać to Fiat 126P.
- Nie marudź. Ten też będzie dobry.
- Powiedzą ludzie, że ze wsi przyjechałyśmy.
- I co? Pomylą się?- parsknęła śmiechem- Pamiętaj Dziubku. Chłop ze wsi wyjdzie…
- Ale wieś z chłopa nigdy!- dokończyłam za nią i zaczęłyśmy się śmiać.

   Uszykowałyśmy się i poszłyśmy do tego baru na taką mini rozmowę próbną. Niby już dostałyśmy ta pacę, ale nasz szef chciał nam wszystko pokazać. Musiałyśmy wiedzieć co, jak i gdzie . Wyszłyśmy na ulicę i zaczęłyśmy śpiewać ze szczęścia. Mijający nas przechodnie dziwnie się na nas patrzyli. W naszym Szymanówku każdy już nas znał. Wiedział jakie jesteśmy. Nie było w tym nic dziwnego, że idziemy ulicą, śpiewamy i tańczymy. Musiałyśmy się troszeczke przestawić z naszego starego świata przejść w nowy i bardziej wyrafinowany. To wszystko wydawało się takie piękne. Dwie najlepsze przyjaciółki obiecały sobie kiedyś, że wyjadą do Wa-wy na studia. Ich marzenia się spełniły, a one nadal są takie same. Radują się z każdego dnia spędzonego razem. Żyją pełni szczęścia. Nie zwracają uwagi na to co ktoś o nich myśli. Starają się być samodzielne, ale pomimo wszystko tęsknią za rodzinnym miastem. Skrywają to w sobie. Chcą być silne.
- Majka!! Majka wariatko! Jak mogłaś wejść w słup!- Angela machała mi ręką przed oczami, a ja podniosłam tylko głowę do góry i zaczęłam się śmiać.
- Zamyśliłam się kochana. Już jest wszystko ok.- zapewniałam ja nie mogąc się powstrzymać od  śmiechu
- I z czego się tak cieszysz!?
- Z tego, że przywaliłam głową w słup? .. Nie każdemu się to zdarza – uśmiechnęłam się
- Tak. Masz rację. Nie każdemu się to zdarza. Jesteś wyjątkowa. A teraz podnoś zadek z chodnika bo się spóźnimy. – podała mi rękę i wstałam
Szłyśmy jeszcze jakieś 10 min. W pewnej chwili Angie przyjrzała mi się uważnie i dostrzegła na moim czole wielkiego guza.
- Majuś?- skrzywiła się
- No…
- Nie boli cię nic?
- Nie, a powinno??- złapałam się za głowę- AAAłłlććc….
- Powinno.
- Ale sobie guza nabiłam co? Przynajmniej znów będę się z tłumu wyróżniała.
Stanęłyśmy przed dość dużym budynkiem. Był bardzo ładny. Z zewnątrz pomalowany na żółto, a w środku dominował kolor czekoladowy. Wszystko idealnie do siebie pasowało. Usiadłyśmy na wysokich krzesłach przy barze i czekałyśmy na naszego szefa. Przed tym spotkaniem wyobrażałyśmy sobie, że będzie to jakiś stary gość, z siwą czupryną, a tu!??? Zdziwko wzięło!! Zza lady wyłonił się młody i bardzo przystojny chłopak. Miał krótkie brązowe włosy i zielone oczy. Wyglądał bardzo fajnie.
- Cześć.- przywiał się- Wy pewnie jesteście..
- Jestem Angela, a to jest Maja- pomachałam mu
- Macie tu u mnie pracować, prawda? – przyglądał się nam
- Tak. Mamy nadzieję na miłą współpracę i premię na koniec wakacji.- w końcu się odezwałam
- Na premię powiadasz.- zmieszał się trochę- Sory. Przepraszam panią.
- Panią?? Spoko. Mów mi po imieniu. Angeli też- zdecydowałam za nią
- No dobra dziewczyny. Damian jestem- wyciągnął do nas dłoń. Odwzajemniłyśmy gezy i poszłyśmy za nim zapoznać się z naszą robotą.
- Znacie jakieś dobre drinki?
- No pewnie. Damy sobie radę.
- Mam taka nadzieje. Będę tutaj do was zaglądał cztery razy w tygodniu. Oprócz was pracuje tu Aga i Radek. Radek jest barmanem a Aga robi na zmywaku. Zadaniami będziecie się dzielić, dlatego wypytywałem o drinki. Waszym głównym zadaniem jest zbieranie zamówień, ale w wypadku gdy Radka lub Agi nie będzie w pacy wy zajmujecie ich miejsce.
- Ok. To od kiedy zaczynamy?- spytała Angie
- Od jutra. Grafik macie wywieszony na lodówce. Pracujecie od 8.00 do 17.00 w dni powszednie, a w soboty i niedziele..- przerwałam mu wypowiedź
- W niedzielę!? Kurde Damian sory, ale my tez chcemy kiedyś odpoczywać i mieć coś z tych wakacji- oburzyłam się
- Droga Maju. Z tego co wiem to ja jestem twoim pracodawcą i to ja decyduję ile pracujesz. Jak ci nie pasuje droga wolna- wskazał na drzwi
- No to do której w ta niedzielę?- odpuściłam z wściekłością w oczach
- W soboty od 9.00 do 18.30, a w niedzielę również od 9.00 do 16.00.
- Mam nadzieję, że pomimo wszystko miło będzie wam się tutaj pracowało. Za niedziele zbieracie dodatkowe pieniądze, więc radziłbym się zastanowić- popatrzył na mnie.
- Dobra. To my z Majką już idziemy. Musimy korzystać z życia póki można- Angela starała się rozładować atmosferę.

  Wyszłam stamtąd jak oparzona. Strasznie mnie wkurzył ten Damian! Burak jeden! Dostał od ojca knajpkę i zarabia na innych! Jak tak można!? Jestem ciekawa czy on by pracował przez siedem dni w tygodniu? Pewnie myśli, że natrafił na dwie naiwne studentki. O NIE! Będę miała te wolnie niedziele za wszelką cenę.
- Oj Majka daj spokój. To nie jest jeszcze taki tragiczny układ.
- Nie jest!? No ty chyba powariowałaś. Nie dość, że w każdy dzień pracujemy po 9 godzin to jeszcze Se wymyślił, że w soboty do 18.30!!!- krzyczałam- nie wiem jak ty, ale ja zaczym się rozglądać za nową pracą. Nie zamierzam mu ustępować. Powiedz mi kiedy ty masz zamiar odpoczywać?
- Może i masz trochę racji, ale jak płaci to wymaga.
- Zarobki u niego za taka harówkę też nie są wymarzone. W dupsku go mam!
- Tak!? Pokaż- przychyliła się
- HHhAhahahahahaha….. – zaczęłyśmy się śmiać
- Ale musisz przyznać, że ci się spodobał.- poruszałam brwiami
- NO może… może… Przystojny jest.
- Wiedziałam! Ja to mam  czuja!
- Uważaj bo zaraz znów wylądujesz na słupie i tyle z tego będzie.- złapała mnie za rękę
Jak tylko wróciłyśmy do domu ja od razu zasiadłam przed komputerem.
- Czego ty tam tak szukasz?
- Pracy.
- Majka, daj spokój. Mnie też gościu wkurzył, ale u niego zarobimy porządne pieniądze i sama dobrze o tym wiesz.
- Angelika!!! Zastanów się! Chcesz siedzieć tam przez cały tydzień!? Przecież my się zaharujemy!
- Może i masz racje.- Angela usiadła obok mnie i oparła łokcie o kolana
- No pewnie skarbie, że mam. Ja się nie dam stłamsić.- przytuliłam się do niej
- O pacz!
_____________________________________________________________
 No to mamy odcinek nr jeden :)) Mam nadzieję, że się podoba :) Jest to początek akcji więc będzie trochę smętnie, ale mam nadzieję, że damy radę i jakoś razem przez to przejdziemy :) Jeżeli czytacie to komentujcie :) To bardzo motywuje do dalszego pisania :) 
Pozdrawiam Maja :*