środa, 21 sierpnia 2013

Odcinek dwudziesty czwarty :*




ÿPrędzej czy później to wszystko wróci.
To, co tak nagle wypad
ło nam z rąk.
Zgasi pragnienie po wielkiej suszy.
Spadnie na ziemi
ę, a ta wyda plon.
Prędzej czy później los się odwróci.
Wyrówna bilans poniesionych strat.
Jak wymarzona t
ęcza po burzy
Nasz czarno-bia
ły koloruje świat
Milionem barw.
ÿ

Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu. Byłam trochę przestraszona, ponieważ nie wiedziałam gdzie jestem. Średnio pamiętam co działo się w nocy. Przetarłam oczy i spojrzałam na drugą stronę łóżka.

- Marco??- zdziwiona zaczęłam budzić przyjaciela
- Tak.- ocknął się i wyciągnął ręce
- Co ja tu… O FUCK! O FUCK! – już wiem! Ale to.. to jest niemożliwe.. Czy ja zdradziłam Roberta? Czy zrobiłam to z Marco?
- No to już wiesz.- Reus przybrał poważną minę i na widok mojej zaczął się śmiać
- Przestań się cieszyć!!! Wykorzystałeś mnie ty świnio!!!- krzyczałam
- Uspokój się. Nic ci nie zrobiłem. Przecież jesteś w ubraniu.- i znowu ten śmiech

,, - Pocałuj mnie…
- Nie! Nie ma mowy..
- No ale co ci szkodzi?- dziewczyna zaczęła przybliżać się do piłkarza
- Co mi szkodzi? A dużo! Jesteś dziewczyną mojego kumpla i moją przyjaciółką. Nie prześpię się z tobą, bo ty masz taki kaprys!- krzyknął i odtrącił jej zaloty”

WoW! No to Marco mnie zaskoczył. Nie wykorzystał tego, że się opiłam. Znakiem tego zależy mu na przyjaźni i mojej i Roberta. No właśnie. A pro po Lewego! Dzwonił do mnie z tysiąc razy. Chyba przesadzam… Wydaje mi się, że po tym jak wyszłam z mieszkania on wypieprzył Ankę na zbity pysk, a ja od razu układam jakieś czarne scenariusze. Muszę go przeprosić.

~~II~~

Wstałem o godzinie 6.30. Ubrałem się i zerknąłem jeszcze raz na telefon. Nie dostałem ani jednej wiadomości od Mai. Cholernie się o nią martwiłem… Wiem co zrobiłem wczoraj i nie jestem z siebie dumny. Miałem jej nie krzywdzić! KURWA MAĆ!! 
 
Wypiłem kubek kawy i z torbą treningową udałem się do samochodu. Otworzyłem drzwi i wrzuciłem torbę na tylne siedzenia. Sam zasiadłem za kierownicą i odpaliłem silnik. Chciałem jechać, ale się nie dało. Wsiadłem z auta i dostrzegłem dwie przebite opony.

- A HUJ  BY TO STRZELIŁ !!! – kopnąłem  z całej siły w zderzak, który w mgnieniu oka znalazł się na betonie – No jeszcze mi tego brakowało!

Wyciągnąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem do Mullera.
- Siema stary.
- No cześć- odpowiedział
- Mógłbyś może po mnie podjechać, bo troszeczkę mi się auto zepsuło??- spytałem z nadzieją
- Sory, ale razem z Gomezem jedziemy dzisiaj po Goetzego, a to jest na drugim końcu…
- Ok.- przerwałem mu i rozłączyłem się. Czyli, że jestem w dupie, a uratować mnie może tylko i wyłącznie taksówka.

A jednak nie! Co za pechowy dzień! Nikt nie  może po mnie przyjechać , bo akurat teraz ma jakiś kurs! Busem???? NIeeee… No przecież mnie ludzie zamordują! Szlag! Trener dzwoni!
- Dzień dobry trenerze.
- Gdzie ty się podziewasz!? Za pięć minut widzę cię na boisku!
- Ale tre…
- Nie ma żadnego ,ale’! PIĘĆ MINUT!- wykrzyczał i się rozłączył
No to świetnie… Dzień zapowiada się fantastycznie! Wyjąłem torbę z samochodu i zacząłem biec w stronę stadionu. Skoro nie mam innego wyjścia..

~~II~~

Trening Bayernu dobiegał końca. Spóźniony Lewandowski musiał zostać i dalej ćwiczyć. Biegł właśnie trzecie z dwudziestu karnych kółek gdy w tłumie wychodzących z boiska piłkarzy dostrzegł Maję. Stała z rękami skrzyżowanymi na piersiach i machała do niego. Lewy uśmiechnął się pod nosem, ale wiedział, że nie może teraz do nie podbiec.

- Szybciej Lewandowski! Nie rób wstydu przed dziewczyną! – trener usiadł na ławce i zaprosił Maję do siebie- My się chyba jeszcze nie znamy?- wyciągnął w jej kierunku dłoń- Guardiola
- Maja Malicka- dziewczyna odwzajemniła gest
- Jesteś jego dziewczyną, tak?
- Tak- zaśmiała się pod nosem ,gdy zmęczony Lewy po przebiegnięciu 20 kółek upadł na twarz u jej stóp
- Czy mogę już iść do szatni?- Robert spojrzał błagalnie w stronę trenera
- Możesz, możesz… Ale więcej razy masz się nie spóźniać, bo nie będzie taryfy ulgowej! – kopnął napastnika w dupę i razem z Mają poszli za nim

~~II~~

Niepewnie otworzyłam drzwi od szatni i wychyliłam swoją głowę. Robert siedział na ławce i wycierał swoją twarz o spoconą koszulkę.
- Mogę? – spytałam. Podniósł lekko głowę do góry i spojrzał na mnie kiwając twierdząco głową.
Usiadłam obok niego i spojrzałam w jego cudowne lazurowe oczy.
- Przepraszam- wyszeptałam
- Za co? Przecież to ja powinienem cię przeprosić- położył mi swoją ciepła dłoń na policzku- O mały włos nie zdradziłem cię z Anką- odwrócił głowę
- Yhhmmm..- byłam wściekła, ale co miałam zrobić? – A ja o mały włos nie zdradziłam cię z Marco- zachichotałam. Właśnie… W tej całej poronionej sytuacji ja znalazłam jeszcze miejsce na śmiech
- Ale do niczego między wami nie doszło?? – Robert zaczął się upewniać
- Spokojnie. Reus to świetny kumpel. Kocham go jak własnego brata.- uśmiechnęłam się i pocałowałam Lewego

Dobrze, że wreszcie w naszym związku przyszedł taki czas, w którym mówimy sobie o wszystkim. Nie zatajamy przed sobą prawdy. Wspieramy się nawzajem i ufamy sobie. Ja wierzę, że Robert jest szczery i powiedział mi prawdę. Mam nadzieję, że Anka się od nas odczepi. Chciałabym zacząć prowadzić spokojne życie. Normalne, na poziomie. Takie w którym nie ma zbyt wiele stresu i nerwów. Oczywiście… Kłótnie będą się zdarzać zawsze. To jest naturalne, ale znowu bez przesady! Ja nigdy nie byłam w pełni szczęśliwa. Zawsze było coś, co to szczęście mi odbierało…

~~II~~

Podjechaliśmy przed chwilą pod szpital. Wzięłam ze sobą torebkę i czekałam na Lewego, który rozmawiał przez telefon. Złapał mnie za rękę, schował komórkę do kieszeni  i poszliśmy na oddział ginekologii.. Akurat to miejsce kiepsko mi się kojarzy. Nie mam  z niego miłych wspomnień. Co z tego, że cała tragedia nie działa się w Monachium!? Zacznijmy od tego, że ona w ogóle miała miejsce, a nie powinna !

Weszliśmy do sali nr 240. Przy łóżku Angeli siedział zatroskany tatuś Mario.

- Cześć skarbie! – krzyknęłam i rzuciłam się na nią
- Majka!! Dusisz- wymamrotała
- Nie marudź! Kocham cię ! Ślicznie wyglądasz! – krzyczałam jak opętana. Robert i Mario pękali ze śmiechu.- Jak się czujesz? – spytałam
- Jest ok., ale coś czuję, że już niedługo wszystko się..- nagle zaczęła się zwijać z bólu. 

Wyleciałam na korytarz i krzyczałam, że pacjentka rodzi.
Narobiłam strasznego hałasu, ponieważ momentalnie na korytarzu zjawiło się pół szpitala. Przybiegł lekarz i trzy pielęgniarki. Odłączyli Angelę od całej aparatury i pojechali z nią na porodówkę.

Zaczęło się! Mario nie może usiedzieć na miejscu. Jest strasznie zdenerwowany. Nogi i ręce trzęsą mu się jak galaretki. Ne może nad sobą zapanować. Łaził po wszystkich możliwych miejscach.

4 godzina porodu! Mario zaraz zejdzie na zawał. Robert zaczyna uspokajać przyjaciela, a ja powoli zasypiam. Za poduszkę służy mi ramię Roberta. Położyłam na nim delikatnie swoją głowę. Oczy same mi się zamykały, aż tu nagle drzwi otworzyły się.
- Nareszcie!!! – Mario upadł na kolana
- Ma pan śliczną córeczkę.- lekarz przekazał Goetzemu cudowną wiadomość
- Córeczkę, córeczkę- pomocnik złapał Roberta za ramiona i darł mu się do ucha- Mam córkę!

Jak tylko Angelę przywieźli z powrotem na salę, całą ferajną udaliśmy się do niej i dziecka. Widać było, że jest bardzo zmęczona, a my ją jeszcze naciskaliśmy. Mario znowu zrobił się dziwnie nerwowy. Zaczął się macać po spodniach. W końcu znalazł w nich czego szukał i uklękną przy łóżku.
- Wiem, wiem.. Może to  nie jest odpowiednie miejsce, ale ja dłużej czekać nie będę. Kocham ciebie i nasze dziecko. Wyjdziesz za mnie? – łzy spłynęły mi po policzku. To było takie piękne.
- Tak!- uradowana Angela pocałowała swojego narzeczonego. Nie chcieliśmy im przeszkadzać. Zabraliśmy swoje tyłki i po gratulacjach udaliśmy się do samochodu.
- Fajna z nich para, nie? – zapinałam pas
- Fajna, fajna- Lewy spojrzał na moją dłoń- A ty też się z kimś zaręczyłaś?? – spytał, a ja zaczęłam się głośno śmiać. Chodziło mu o pierścionek, który dostałam od Mario w jubilerskim. Do tej pory nie mogę go zdjąć z palca.
- Długa historia. Opowiem ci wszystko podczas drogi.

~~II~~

W drodze  do domu dostałam smsa od nieznanego numeru. W jego treści ktoś przedstawiał mi sytuację z poprzedniej nocy. Jestem przekonana, że to była Anka. Szkoda mi jej, ponieważ nieco się spóźniła. Skoro chciała skłócić mnie i Lewego to średnio jej się to udało. Ja już nie zamierzam nikogo słuchać. Dla mnie już dużym zaskoczeniem było to, że Robert od razu przyznał się do winy… Znakiem tego zależy mu na mnie i nie chce mnie tracić.
- Robert?? Możesz tutaj do mnie przyjść??- wołałam go z kuchni. Stawiałam właśnie na stole kolacje i gorąca herbatę
- Jasne. Już idę.- słyszałam tylko jak zbiega po schodach, by zaraz stanąć u mojego boku- czy coś się stało???
- Poniekąd tak. Usiądź, musimy pogadać.- wskazałam mu miejsc naprzeciwko siebie i wzięłam łyka herbaty
- Mów szybko o co chodzi, bo zaczynam się martwić.- ponaglał
- Ok… No wiec.. Wyjeżdżam – posmutniałam – samolot mam na jutro rano
- Musisz??- doszedł do mnie i pocałował delikatnie w usta-  Rzuć te studia i zamieszkaj ze mną.
- CO!? Czy ty wiesz w ogóle o co mnie prosisz!? Weź się zastanów zanim coś powiesz!- oburzyłam się i wyszłam z kuchni. Jak on mógł mi coś takiego zaproponować!? Powaliło go do reszty! Studia są dla mnie bardzo ważne! Nie chcę żyć na jego koszt!
- Maja.. Maja przepraszam- zaczął dobijać się do drzwi naszej sypialni
- Spieprzaj !- krzyknęłam i zaczęłam się pakować
- Przepraszam cię, nooo… To były żarty. Porozmawiajmy na spokojnie. Nie mam zamiaru kłócić się z tobą dzień przed odlotem.- stałam z podłogi, na której walały się wszystkie moje ciuchy i otworzyłam mu drzwi. – Przepraszam- przytulił mnie do siebie i pocałował w czoło- Dlaczego akurat jutro?
- Skoro Angela już urodziła i się zaręczyła z Mario, to ja jednak nie jestem im potrzebna.- wzruszyłam ramionami- A studia na mnie nie zaczekają. Muszę przepisać notatki z wykładów itp.
- Będzie mi cię to bardzo brakowało.
-Wiem Robert… Mi ciebie też.
- Jak skończysz ten pierwszy rok to zabiorę cię na wspaniałe wakacje! – krzyknął uradowany
- Dobra, dobra… Już ty tyle nie obiecuj.- zaśmiałam się

Reszta wieczoru minęła nam naprawdę znakomicie… Hheheh… Oczywiście nie obyło się bez czułego pożegnania na drugi dzień z rana. Robert nie miał zamiaru wypuszczać mnie z rąk. Teraz siedzę w samolocie i czekam aż wylądujemy. Jesteśmy już bardzo blisko lotniska. Stewardessa każe wszystkim pasażerom zapiąć pasy i przygotować się do lądowania… Strasznie tego nie lubię.

~~II~~

No i poleciała. Zostawiła mnie samego na lotnisku. Z opuszczoną głową kierowałem się w stronę mojego samochodu. Wsiadłem do środka i na siedzeniu obok ujrzałem białą kopertę. Otworzyłem ja i zacząłem czytać załączony do niej liścik.

Kochanie!
Ty teraz czytasz list, a ja jestem w drodze do domu J
Będę bardzo za tobą tęsknić, ale jak wrócisz do mieszkania to coś cię zaskoczy. Musisz pójść do łazienki, później podążać…. Albo nie. Nie będę wszystkiego zdradzała J Mogę napisać jeszcze tyle, że ktoś mi w tym pomagał :D Podziękuj Marco, którego również znajdziesz w swoim mieszkaniu :*
KC! Twoja Maja  :*

Hhahaha.. Ciekawe co ona znowu wykombinowała .. heheh… Maja i Marco to wybuchowe połączenie. Jakoś sobie tego wszystkiego  nie mogę wyobrazić. Może Marco teraz … O Boże! O czym ja myślę. Nieistotne. Musze się tam szybko zjawić!

Odpaliłem autko i w ekspresowym tempie pojawiłem się w domu. Wszedłem do środka i tak jak napisała mi Maja, najpierw poszedłem do łazienki. Spojrzałem w lusterko, na którym był wielki napis KOCHAM CIĘ!. Z łazienki po strzałkach znalazłem się w kuchni. Na stole leżały dwa zaproszenia. Wziąłem jedno do ręki i zacząłem czytać na głos. Dowiedziałem się tyle, że za tydzień mają się odbyć jakieś warsztaty muzyczne w Poznaniu.
- O już jesteś! – zza drzwi wyłonił się Reus. Myślałem, że zawału dostanę
- Ale żeś mnie przestraszył- złapałem się za serce
- To co? Jedziemy nie ??- uśmiechał się – Bierzesz mnie ze sobą i za tydzień balujemy W Poznaniu
- Czekaj, Czekaj… Ja nic z tego nie rozumiem.- rozłożyłem ręce
- A no tak., To miała być moja brożka. No więc drogi Robercie Maja wróciła do tańca. A za tydzień w Poznaniu ma wystąpić na jakimś tam przedstawieniu… To się jakoś tam nazywa, ale ja już nie pamiętam.- wziął do ręki pomarańczę i podrzucał nią
- Dlaczego mi nic o tym nie powiedziała?
- Bo to miała być niespodzianka jełopie! Powinieneś być dumny ze swojej laski, a nie! –Marco puknął mnie w ramie i położył klucze od mojego mieszkania na stole- Oddaję. Jadę do Mario powiedzieć mu o naszych planach. Trzymaj się stary.- Trzasnął za sobą drzwi i znów zostałem sam. No to mnie Maja zaskoczyła. Jestem pod wielkim  wrażeniem.
_______________________________________________________________________________
Witajcie kochane !
Mój wcześniejszy brak weny i średniej jakości pomysły skomponowały to coś powyżej :))
Ale o tym nie będę wspominała, ponieważ nie pamiętam odcinka, który by mi się podobał :D
Ocenę zostawiam wam ! :))
Nie będę dłużej przynudzała ;)) 
Dziękuję  wam za dużą liczbę wyświetleń i za komentarze pod wcześniejszym odcinkiem :D
Jesteście wielkie ! :))
Kocham was i gorąco pozdrawiam Maja :**

wtorek, 13 sierpnia 2013

Odcinek dwudziesty trzeci :*




Niezależnie od tego, co zrobimy
Niezale
żnie od tego, co powiemy
Jeste
śmy piosenką w melodii
Pe
łną pięknych błędów!


I wszędzie gdzie pójdziemy
S
łońce będzie zawsze świecić.
Ale jutro mo
żemy się przebudzić
Po innej stronie
! <3



~~!Silvester!~~

Sylwester, czyli czas zabaw, radości, miłości! Pełno rozlanego szampana i mnóstwo wypuszczonych w powietrze petard. Wśród wielu ludzi obchodzących to święto i patrzących się w niebo stoi ona. Ubrana w czarną, krótką sukienkę i piękne, ale i też bardzo wysokie, granatowe szpilki z lekkim makijażem i granatową torebką. Wyczekuje widoku wspaniałych petard z kieliszkiem w dłoni. Nagle czuje ciepło bijące od niego. Faceta ubranego w garnitur, pod kolor jej butów, torebki i paznokci. Przykleił się do niej i złożył czuły pocałunek na jej szyi. Dziewczyna lekko odchyliła głowę i usłyszała cichy głos..

- Chodź ze mną.. Jeszcze nie ma dwunastej.

Pociągnął ją za rękę i zaprowadził do pokoju. Szybkimi i subtelnymi ruchami ściągał z niej kreacje dzisiejszego wieczoru. Zostało im zaledwie krótkie pięć minut do zakończenia starego roku. Para zanim dotarła na miejsce odpijała się od jednej, do drugiej ściany. Dziewczyna ściągnęła z niego marynarkę i rzuciła gdzieś w kąt. Była już w samej bieliźnie. Popchnęła go na łóżko i usiadła na nim okrakiem. Całowała jego usta i rozdarła mu koszule. Wszystkie porozrywane guziki turlały się po podłodze. Swoje czułości przeniosła na jego idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową, do której tak bardzo kochała się przytulać. Zajęła się jego zamkiem od spodni. Został w samych bokserkach. Złapał ją w pasie i przekręcił tak, że tym razem ona znajdowała się pod jego ciężarem. Robert spojrzał na zegarek. Za minutę wskazówka pokażę godzinę 00.00. ściągnął z niej resztę rzeczy i pieścił jej piersi. Podniecona dziewczyna wyginała się na łożu. Całował każdą partię jej boskiego ciała i ,wszedł’ w nią. Z początku wszystko było delikatne, a później…..

~~II~~

Minęło już sporo czasu od Sylwestra. Oj… Będę go długo wspominała. Pamiętam miny naszych znajomych, jak już grubo po północy pojawiliśmy się w ich gronie. Nie obyło się bez pytań typu: gdzie byliście, co robiliście i jak było?? Hahhaha… Obecnie mamy marzec. Na dworze świeci piękne słońce, a ja jestem w drodze do Monachium. Nie uwierzycie co się już niedługo wydarzy! Ja sama nie wiem… Tak szybko to wszystko zleciało. Angela teraz na dniach będzie rodzić, dlatego właśnie jestem im wszystkim potrzebna.

Robert marudzi, że Mario nie daje mu spokoju i przez cały czas gada o pieluchach itp. Nie powiem, mnie też by zaczynało irytować, gdyby roztrzęsiony Goetze 30 minut wybierał kaszkę dla dziecka. Ale po cholerę mu ona, skoro jego dziecko i tak jej nie będzie teraz jadło?? Nie mam pojęcia. No więc dalej… Po tym jak Robert przestał marudzić, Mario zaczął się rozkręcać. Pisał do mnie, dzwonił… Nie mógł się doczekać kiedy przyjadę, bo jak to on stwierdził ja bardziej nadaję się do pocieszania Angeli. Z nimi wszystkimi można zawału dostać!

Wysiadałam na małym dortmundzkim lotnisku i pojechałam taksówką do domu Roberta. Nie miałam problemu z wejściem do środka, ponieważ posiadałam klucze. Lewego nie było w domu, pewnie pojechał na trening, albo na kolejne zakupy z przyszłym ojcem. Rozpakowałam swoje rzeczy i zajrzałam do lodówki. Tak jak myślałam, świeciła pustkami. Nie dość, że cudem weszłam do jego mieszkania (przeszkodą były ubrania walające się po podłodze) to jeszcze muszę jechać do sklepu. Wzięłam kluczyki od czarnego mercedesa mojego chłopaka i pojechałam po produkty spożywcze. Uwinęłam się z tym bardzo szybko i wróciłam powrotem do mieszkania, w którym zastałam sprzątającego Roberta.

- Czekaj!- krzyknęłam- Ja muszę to nagrać! – zaczęłam się śmiać i wyjęłam telefon z kieszeni
- Przestań!- podszedł do mnie i powitał pocałunkiem
- No co. W końcu sprzątający Lewy to niecodzienny widok.- zachichotałam
- Jedziesz dzisiaj do Angeli? – spytał prowadząc mnie do salonu
- Tak, ale Mario prosił żebym z nim załatwiła pewną sprawę, a później razem do niej pojedziemy.- usiadłam na jego kolanach
- Ciekawe co on znowu wykombinował.- Robert podrapał się po głowie
- Nie mam pojęcia skarbie.- uśmiechnęłam się- A teraz puszczaj, bo jestem głodna.- wstałam i poszłam do kuchni przygotować coś na szybko do jedzenia- ROBERT!!!- otworzyłam chlebak
- Coś się stało?
- Nie dość, że wpierdzielasz biały chleb, to jeszcze na dodatek przechowujesz go spleśniałego!
- Ojej… Musiałem to przeoczyć przed twoim przyjazdem.- zaśmiał się i oberwał ode mnie szmatką po głowie
- Spadaj stąd ! – krzyknęłam rozbawiona

~~II~~

Nie musiałam długo czekać na przybycie pana Goetze po dom Roberta. Mario zapukał delikatnie do drzwi. Otworzyłam mu je i zaprosiłam na chwilę do środka. Założyłam buty, w których byłam wyższa od pomocnika Bayernu, zabrałam kurtkę z wieszaka i zamykając za nasza dwójką drzwi, krzyknęłam do Roberta krótkie ,Pa kochanie!’.

Usiadłam wygodnie w sportowym audi mojego przyjaciela i czekałam aż ten odpali silnik.
- Czemu nie jedziemy?- spytałam zaskoczona jego reakcją. Nagle zrobił się cały blady. Trzęsły mu się ręce i nie był w stanie nic powiedzieć.
- Przesiadamy się.- zarządziłam i wypchnęłam go z miejsca kierowcy- Podaj mi chociaż adres pod który mam się kierować.- spojrzałam na niego i wyczekiwałam odpowiedzi.
- Jedziemy do jubilera.- już wiedziałam co się szykuje.. Będzie ślub!!! AAAAAAAAAAAAAAAA…. Jaka jestem szczęśliwa.
Przekręciłam kluczyk w stacyjce i pojechałam prosto do najlepszego jubilera w tym mieście. Mario ledwo wysiadł z samochodu. Widać było, że jest cholernie zestresowany. Trzeba coś z tym zrobić. Może jakaś imprezka? Hmmmm…
- Chcesz jej kupić pierścionek zaręczynowy, prawda? – uśmiechnęłam się
- Skąd wiesz??- spojrzał na mnie jak na jakiegoś jasnowidza
- A po co innego byś mnie tu przytargał? Chcesz żebym ci pomogła go wybrać, tak czy nie?- rozłożyłam ręce
- No tak, tak. Który by się spodobał tobie?
Wszystkie pierścionki robiły na mnie niesamowite wrażenie. Każdy miał w sobie to coś. Nie miałam pojęcia, który sama bym sobie zażyczyła. Były idealne.. Z diamentem, bursztynem, cyrkonią, rubinem, szafirem i wiele, wiele innych… Ale był jeden, który szczególnie przypadł mi do gustu. Był wyjątkowy. Wysadzany akwamarynem. Prześliczny kamień. Założyłam go na palec i nie mogłam zdjąć. Próbowałam na wszelkie możliwe sposoby.
- Mario.. Mario- wyszeptałam
-Tak.-odwrócił się w moją stronę
- Jest mały problem- pokazałam mu swoją dłoń
- Jaki?- skrzywił się
- Nie mogę go zdjąć.- zaczęłam histerię
- Co!? Pokaż.- Goetze zaczął ściągać mi pierścionek z palca, ale to nie było najgorsze… Pismaki złapały nas u tego jubilera. To nie koniec historii. W czasie gdy Mario starał się zdjąć mi pierścionek na podłogę upadły mu klucze. Uklęknął i cały czas trzymał w dłoni moją rękę. Ludzie myśleli, że on mi się oświadcza. Zaczęli bić brawo i krzyczeć, żebym powiedziało to długo wyczekiwane <TAK> Co za pech!
- Nie, nie , nie… -Machałam w ich stronę ręką- My nie…
- Daj spokój. Niech sobie myślą co chcą. Przepraszam- zwrócił się do sprzedawczyni – Chciałbym kupić ten pierścionek.- Wskazał moją dłoń
- Ależ oczywiście.
- Poproszę jeszcze te dwa.- uśmiechną się do  niej.

Kobieta zapakowała mu jeszcze dwa pierścionki. Jeden ze szmaragdem, a drugi z diamentem. Za wszystko razem zapłacił ponad 10 tysięcy. Jak spojrzałam na cenę mojego cacka, to myślałam, że oczy wyskoczą mi z orbit. 3.700 zł!
- Jak cię odstawię do domu, to każę Lewemu się tobie oświadczyć.- zaśmiał się- On ma prościej. Nie musi kupować pierścionka.
- Hhahahaha… Przestań. To nie jest śmieszne. Wiesz ile on kosztował?
-Ciesz się. To jest prezent za to, że mi pomogłaś wybrać coś dla Angeli.
- Ale ty i tak nie kupiłeś tego, o którym tyle mówiłam.
- Ale za to kupiłem inne dwa. Zobacz który ładniejszy.
Sięgnęłam malutką torebeczkę, w której znajdowały się dwa czerwone pudełeczka.
- Ten jest piękny.- muszę przyznać, że Mario ma gust. Takiego cudeńka nawet ja nie wypatrzyłam.
- Ten z diamentem tak?
-Tak, tak.
- Też mi się ten najbardziej podoba.- uśmiechną się i włączył radio, z którego wydobyła się polska piosenka!! No nie wierzę! Od razu zaczęłam ją śpiewać i machać rękoma w te i z powrotem.

~~II~~

- Kochanie!! Wróciłam! – trzasnęłam drzwiami i zaczęłam się rozbierać. Usłyszałam jakieś szepty w kuchni i od razu poszłam to sprawdzić. Nie wierzyłam w to co widzę.  Stanęłam jak osłupiała z otwarta buzią. Nie miałam ochoty na nic. Zrobiłam w tył zwrot i poszłam się od nowa ubrać.
- Majuś zaczekaj….- Miałam już wychodzić kiedy Robert złapał mnie za rękę
- Na co mam czekać!? – nic nie odpowiedział. Wyrwałam rękę z jego uścisku i wyszłam z mieszkania kierując się prosto na postój taksówek.

Wsiadłam do jednej z nich i udałam się do Dortmundu. Może to  być dla wszystkich dużym zaskoczeniem, ale odkąd jestem z Lewym to  jego przyjaciele są moimi przyjaciółmi.. Zaprzyjaźniłam się z Marco. W końcu jest stałym bywalcem w naszym domu. Po drodze kupiłam jeszcze jakieś wino, żeby nie wpaść tak z pustymi rękoma i zapukałam do jego drzwi. Był bardzo zdziwiony moją wizytą.
- Maja!?- wybałuszył gały
- Nie! Duch Święty!
- Wejdź. Zapraszam.

Rozebrałam się i weszłam do jego przestronnego salonu. Posadziłam moje szanowne cztery litery na dużej kanapie i podałam gospodarzowi winko.
- Coś się stało, prawda? – Marco zaczął się męczyć z korkiem od butelki
- Po za tym, że teraz Anka popija kawkę w domu Roberta, to nic się nie stało.
- Co!? Mało jej jeszcze!? Robert ośmieszył ją przed wszystkimi, a ona do niego wraca??
- A no widzisz… Najgorsze jest to, że on nie miał w ogóle zamiaru jej stamtąd wypraszać. Nie wiem Marco czy mój związek ma jaki kol wiek sens.- załamałam ręce i schowałam twarz w dłonie.
- O czym ty mówisz?- dosiadł się do mnie z dwoma lampkami wina- Kochacie się przecież.
- Ta…- wymruczałam
- A może nie? On jest w stanie zrobić dla ciebie wszystko.- Oj Marco, Marco.. Przestań się produkować, bo i tak ci nic z tego nie wychodzi
- Ach TAK! To dlaczego jeszcze do mnie nie zadzwonił!? Daruj sobie usprawiedliwianie tego pacana, dobrze? – odwróciłam głowę w przeciwną stronę. Złapałam za butelkę z winem i zaczęłam pić jej zawartość z gwinta.
- Oddaj to!- Reus wyrwał mi ją z ręki- Chcesz się opić !?- pokiwałam twierdząco głową - Przez nią, czy przez niego!?
- Przez to, że pewnie teraz się bzykają w naszej sypialni, a ja siedzę u ciebie i nic na to nie mogę poradzić. – zaczęłam płakać
- Uspokój się! Robert by ci tego nie zrobił! – Marco przytulił mnie do siebie i ucałował moje czoło. Wtedy przypomniałam sobie, że miałam dzisiaj odwiedzić Angelę w szpitalu.

~~II~~

- Poszła sobie? – Anka patrzyła na mnie z takim pożądaniem. Od razu wróciło to co  piękne w naszym związku. Zaczęła ściągać ze swoich ramion białą marynarkę.
- Tak. Wyszła.- podrapałem się po głowie i przyglądałem się jej
- No to na co jeszcze czekasz? Przecież wiem, że tego chcesz? Pragniesz mnie Robert. Ja to wiem.- podeszła do mnie i włożyła swoje zimne dłonie pod moją koszulkę. Ściągnęła ją ze mnie jednym zwinnym ruchem i dotykała mojego ciała.- Brakowało mi ciebie, wiesz?
- Wiem.- wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Całowałem jej piękne ciało milimetr po milimetrze
- O tak… Boże! Jak ja to kocham! – Za każdym razem Ania była bardziej podniecona.
Leżała pode mną w samej bieliźnie i zabrała się za rozpinanie mojego rozporka. Przytrzymałem jej rękę i usiadłem na skrawku łóżka.
- Ja nie mogę. – powiedziałem cicho
- Co ty pieprzysz !?- uklękła na łóżku i masowała mi kark- Maja nie musi o niczym wiedzieć. Przecież jesteś dobry w zdradzaniu i zatajaniu prawdy.- zaśmiała się
- Przestań! To nie jest śmieszne! Nie zrobię jej tego! – wykrzyczałem i spojrzałem na Stachurska, która rozpięła sobie stanik. Wzięłam moje ręce i dotknęła nimi swoich piersi.
- One też za tobą tęskniły.- przygryzła dolna wargę, co doprowadziło mnie do stanu… No.. do eksplozji w moich spodenkach – Czyli jednak w jakimś stopniu cie podniecam. – spojrzała na moje krocze i zaczęła się szczerzyć.
- Ubierz się! – wyrwałem się jej i poszedłem do łazienki. BOŻE DROGI!! CO JA CHCIAŁEM ZROBIĆ!

~~II~~

- Marco?- spojrzałam w oczy przyjaciela
-Tak?- zapytał
- Możesz coś dla mnie zrobić?
- Wszystko- posłał mi ciepły uśmiech
- Pocałuj mnie…
________________________________________________________________________
Witam! 
Dzisiejszy rozdział jest w sumie o niczym... Ale postanowiłam się nie wypowiadać na jego temat, ponieważ mam o nim średnie zdanie :/ Wydaje mi się, że wy go lepiej ocenicie ode mnie :)
Tyle o rozdziale.... 
Kochane !!! Serdeczne dzięki za tak dużą liczbę wyświetleń! Jestem w szoku! :** Kocham was z całego serducha i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną do końca tego opowiadania :D
Kolejna sprawa :))
Moje drogie! Założyłam ostatnio nowego bloga.. Nie jest to jednak blog z opowiadaniem :/ Ja i moje koleżanki pragniemy wam pokazać, że warto prowadzić zdrowy styl życia :))
Ja wiem, wiem...Pewnie powiecie, że takich blogów jest mnóstwo.. Zgadzam się z wami w stu procentach :) Aktualnie czytam bloga Pani Ani Lewandowskiej :P http://healthyplanbyann.pl/
Lecz moim zdaniem to co ona tam pisze często mija się z realiami.. Dlaczego?? Już tłumaczę.
W jej przepisach znajdują się cholernie drogie produktu, na które nie stać większości czytających jej bloga... Np. Wiecie co to jest amarantus i gdzie go kupić?? lub nasiona chia?? Bo ja za cholerę nie wiem co to jest i nawet nie wiem, czy to sprzedają w moim mieście :P xD
Mój blog będzie skierowany do osób młodych (takich jak ja), które chcą zmienić coś w swoim życiu albo po prostu mają ochotę zabawić się wspólnie ze mną i z innymi blogerkami :) 
Mam nadzieję, że was troszeczkę zachęciłam :) Mogę dodać jeszcze tyle, że przepisy u mnie nie będą ani skomplikowane, ani drogie :) W razie jakich kolwiek pytań piszcie :))

Pozdrawiam Maja :**