środa, 7 sierpnia 2013

Odcinek dwudziesty drugi :*





Jest na świecie ta­ki rodzaj smut­ku, które­go nie można wy­razić łza­mi. Nie można go ni­komu wytłumaczyć. Nie mogąc przyb­rać żad­ne­go kształtu, osiada cias­no na dnie ser­ca jak śnieg pod­czas bez­wiet­rznej nocy.



Wigilia.. Czas pojednania, radości, miłości i uczuć. Jest to wyjątkowy dzień, w którym nikt nie powinien być sam. Ludzie obdarzają się wzajemnym szczęściem. Starają się załagodzić, zatuszować wszelkie niedociągnięcia. Wszystko to co złe odchodzi na dalszy plan. Tej nocy nie myśli się o problemach, czy złej przeszłości. Jest to czas wybaczania błędów….

Pffff…. Chyba żart! Wybaczanie błędów? Czas miłości i pojednania?? Dobre co!? Z pewnością nie tyczy się to mnie! Wyszedłem właśnie z toalety. Usłyszałem krzyki i przyspieszyłem kroku. Na moich oczach matka Anki spoliczkowała Maję! Co jest do cholery!? Zanim wyszedłem wszystko  było w jak najlepszym porządku. Malicka ominęła mnie i wybiegła z domu nie zabierając ze sobą niczego, po za torebką.
- Co jej zrobiłyście!- jak na razie byłem jeszcze nieco spokojny
- Robercie… Nie przejmu..- moja matka położyła mi rękę na ramieniu
- Co jej zrobiłybyście do cholery!!!!!!- wybuchnąłem i odepchnąłem ją
- Powinieneś być z kobietą, która donosi twoje dziecko, a nie je zabije- nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Skąd one to wiedziały!??
- Słucham!? Ty mi będziesz szczęście wybierała?? Chyba śnisz! Powiem wam coś! Jesteście beznadziejne! Wszystkie razem wzięte. Tak. Do ciebie też mówię- spojrzałem na Milenę- Mam was w dupie! Od dzisiaj nie jesteśmy już rodziną! Nie mam już ani Matki ani siostry! A ty- obróciłem się w stronę Anki- Zwykła suka i tyle! Nie umiesz się pogodzić z tym, że kurek z kasa został definitywnie zakręcony? ZDRADZIŁEM CIĘ! Rozumiesz!?- ścisnąłem jej nadgarstek
- Ałaaaaa- jęknęła
- Boli!? I bardzo dobrze! Niech cię boli! Poczuj się teraz tak jak czuje się Maja! Do zobaczenia w piekle! – zabrałem pośpiesznie wszystkie rzeczy z wieszaka i wsiadłem do auta. Musiałem znaleźć Majkę.. Problem w tym, że nie miałem pojęcia gdzie jej szukać.

~~II~~


Po co żyć skoro nikt na tym świecie mnie nie kocha? Po co żyć skoro tworzę na drodze Roberta korki? Po co? Przeze mnie on traci dobry kontakt z mamą.. A ja nie mam zamiaru stać na drodze do jego szczęścia. Ja będę w pełni szczęśliwa wtedy, kiedy moi bliscy będą szczęśliwi. Tylko tego chcę od życia.

Przemierzam teraz  na bosaka kolejne puste ulice. Czuję się jak ,,dziewczynka z zapałkami”… Chciałabym mieć przy sobie choć jedną zapałkę, móc ja odpalić i ogrzać swoje zmarznięte do szpiku kości dłonie i stopy. Nie wiem gdzie mam się podziać. Może jak tu zostanę zrobię wszystkim dobrze? Robert za mną nie wybiegł.. Widocznie nie jestem mu do niczego potrzebna.

Zaczęło się robić coraz zimniej i ciemniej. Śnieg prószył i ośnieżał ulice. Wstałam z ławki, na której na chwilę przysiadłam i ostatkiem sił doczłapałam się pod klatkę schodową mojego mieszkania. Weszłam po schodach na piąte piętro, a tam czekała mnie niespodzianka. Przed moimi drzwiami, z podkulonymi oczami i czerwonymi od płaczu oczami siedział on. Ten, najważniejszy, który wiele razy zawodził…

- Boże Maja gdzieś ty była.- wstał z miejsca i zgniatał mnie w swoim uścisku- Tak strasznie się o ciebie martwiłem.- jego łzy kapały na moje przemarznięte ciało- Szukałem cię wszędzie, ale…
- Jestem.- uśmiechnęłam się delikatnie i zaczęłam płakać.
Robert otworzył drzwi i przeniósł mnie przez ich próg. Położył mnie w sypialni i okrył dokładnie kołdrą. Przytulił się do mnie i ucałował moje czoło..
- Nie pozwolę cie nikomu skrzywdzić. Obiecuję.- powiedział, a ja zamknęłam oczy i odeszłam w krainę snów…

~~II~~


Otworzyła oczy. Obok niej leżał przystojny brunet, którego kochała nad życie. Musiała mu jednak powiedzieć dzisiaj, że to koniec… Nie dawała już rady. Ich związek ją męczył. Na każdym kroku była krytykowana przez wszystkich. Dziennikarze śledzili każdy jej ruch. Wkurzało ja to! Bo co kogo obchodzi jej życie! Po co ludziom wiadomość co Lewandowski i jego dziewczyna jedzą na śniadanie? Już niedługo dziennikarze będą wiedzieli ile razy w ciągu dnia i gdzie Robert uprawia seks, lub jakich prezerwatyw używa! To jest chore! Tacy ludzie jak Lewy nie pozostają anonimowi. Nawet jeżeli nie chcą rozgłosu reporterzy zrobią z nich gwiazdy szybciej niż się tego spodziewają.

Wstała. Pocałowała go policzek i podeszła do okna. Na dworze pogoda była niezmienna.. Cały czas padał śnieg, a termometr wskazywał parę stopni poniżej zera. Zabrała z szafy czyste ubrania i poszła do łazienki, żeby się odświeżyć. Nie mogła jednak zdjąć z siebie wczorajszej sukienki, w której była zmuszona zasnąć. Poszła obudzić Roberta. Pogłaskała do delikatnie po policzku. Chłopak w mgnieniu oka obudził się i spojrzał pytająco na ukochaną. Malicka odwróciła się do  niego plecami i podniosła swoje długie, brązowe włosy do góry. Lewy odpiął jej sukienkę i pocałował dziewczynę w  łopatkę. Chciała jego czułości, pożądała go, ale nie mogła pozwolić sobie na coś więcej. Odeszła i zamknęła się w łazience. Wiedział, że jak tego nie zrobi, momentalnie u jej boku pojawi się Robert, który właśnie dobijał się do drzwi.
Czysta i świeża wyszła z pod prysznica. Przetarła ręcznikiem swoje idealne ciało i lekko się umalowała. Zrobiła na oku cienkie kreski i przeciągnęła  rzęsy tuszem. Na koniec musnęła usta błyszczykiem i założyła na siebie beżową sukienkę do kolan. Złapała za klamkę i przekręciła zamek. Wyszła z łazienki i poszła do Roberta, który zaniepokojony czekał na nią w kuchni, z gorącym kubkiem kawy w ręku.

- Robert… Musimy pogadać.- usiadła na krześle obok i wpatrywała się w swojego partnera
- O co chodzi?- upił łyk czarnego napoju i przekierował na nią swój wzrok.
- Jest mi niezmiernie przykro to mówić, ale z nami koniec- wydusiła z siebie te słowa bez żadnego, najmniejszego przejęcia
- I ty mówisz o tym tak spokojnie? ,,Robert.. Rozstajemy się”- przedrzeźniał ją- NIE!! Nie rozstajemy się!
- Myśl sobie co chcesz, ale ja nie zamierzam niszczyć ci życia.- odpowiedziała i zeskoczyła z kuchennego stołka.
- Niszczyć życia?- złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie- Skarbie… ty sprawiasz, że moje życie jest piękniejsze.- dotknął jej policzka- Wypełniasz je sobą w każdy dzień… Jestem cholernym dupkiem i  nie zasługuje na ciebie, ale proszę- objął jej twarz- nie zostawiaj mnie… Nie rób mi tego.. Nie teraz gdy wszystko zaczęło wracać powoli do normy.
- Nie Robert!- uwolniła się i położyła ręce na blacie- Nie mam zamiaru odciągać cię od rodziny, nie chcę stać pomiędzy wami.
- Nie chcę tego słuchać! Moja matka już wybrała. Powiedziałem jej co trzeba. Kocham ją, ale ona nie będzie wybierała mi dziewczyny.- podszedł do niej
- Zostanę. Ale….- położyła mu palec na ustach- Pod warunkiem, że pogodzisz się z mamą. Zgoda?- spytała z nadzieją w głosie
- ZGODA!! – krzyknął i zamknął jej usta czułym pocałunkiem- To co? Dzisiaj jedziemy do Szymanówka, tak?
- Tak.- dziewczyna uśmiechnęła się, zabrała torebkę i wraz ze swoim chłopakiem zaczęli się szykować do wyjazdu w rodzinne strony Mai

~~II~~


Byłem przerażony tym co mi powiedziała… Nie miałem pojęcia jak z tego wybrnąć. Co ona sobie ubzdurała? Przecież wie, że ją kocham! Nie będę dla widzi mi się mojej matki, rezygnował z kobiety mojego życia. Czekam tylko na odpowiednią okazję do tego by utrwalić nasz związek. Nikt nie będzie mi rzucał kłód pod nogi.. Nie ma takiej opcji. Będę się starał ze wszystkich moich sił, żeby nasz związek przetrwał wszystkie próby rozdzielenia… Nie poddam się bez walki! Boisko mnie wiele nauczyło. Musze być wytrwałym!
Kiedyś nie umiałem jej powiedzieć zwykłego ,, Kocham Cię”, a teraz?? Teraz to mogę ją na rękach nosić byle by tylko ze mną została. Gdzie ja znajdę lepsza dziewczynę? Dziewczynę, która będzie ze mną z miłości, a nie dla kasy czy sławy? Taką przy której obudzę się i powiem jej, że jest piękna, pomimo tego,  że jak to ona mówi ,, Robert. Nie patrz na mnie, bo bez makijażu jestem paskudna”. Dla mnie Maja jest jak lek . Ukoi wszystkie rany, załagodzi je i pomoże wytrwać w bólu… Kocham ją! Po prostu ja kocham! Nie ważne czy jest w makijaży czy bez niego… Dla mnie to najpiękniejsza dziewczyna na świecie. Mogę dla niej góry przenosić. Mam już w końcu 25 lat. Jestem niedoszłym ojcem i nieodpowiedzialnym gówniarzem, który zawsze wszystko spieprzy!

- Kochanie! Mogę cie na chwilę prosić!?- zawołała mnie, a ja natychmiast byłem obok niej
- Tak!- pocałowałem ją w policzek, uśmiechnęła się i podała mi do ręki małą walizkę
- Zanieś to do samochodu- wybuchnęła śmiechem
- Ok. To będzie już wszystko?- spytałem rozbawiony
- Tak. To już wszystko.

Ubraliśmy się ciepło, ponieważ na zewnątrz było minus 15 stopni i szybko zasiedliśmy w samochodzie. Włączyłem ogrzewanie i odpaliłem silnik. I właśnie wtedy przypomniałem sobie o czymś bardzo ważnym. Wczoraj była wigilia, a nikt nie otrzymał prezentu. Miałem dla niej coś wyjątkowego, a z tego wszystkiego nie zdążyłem jej tego wręczyć.
Podjechaliśmy pod dom państwa Malickich i biorąc wszystko z bagażnika władowaliśmy się do cieplutkiego mieszkania.
- Bóg się roooodzi… Moc truchleje..- Maja zaczęła śpiewać na cały dom. W korytarzu już czekali na nas jej rodzice, babcie i brat z żoną.

Przywitaliśmy się ze wszystkimi i zostaliśmy zaproszeni do salonu. Usiedliśmy wygodnie obok siebie. Maja położyła mi rękę na kolanie i dała znak bym wstał. Złożyliśmy wszystkim życzenia świąteczne i rozdaliśmy im prezenty.
- Boże ..przecież to musiało być bardzo drogie.- Pani Iwona ( tak. Jej mama też ma na imię Iwona) zrobiła wielkie oczy
- Drobiazg- odezwałem się i przeprosiłem wszystkich na chwilę. Wyjąłem z kieszeni kurtki czerwone pudełko.- Wczoraj zapomniałem, ale dzisiaj nie zamierzam popełnić tego samego błędu. Proszę. To dla ciebie.- podałem Mai dość duże pudełko i czekałem na jej reakcję.
- Jest śliczny!!! Dziękuję- zawiesiła mi się na szyi.. Wszyscy chcieli zobaczyć zawartość niespodzianki. Był to naszyjnik wysadzany brylantami, do tego bransoletka i kolczyki. Całość zestawu prezentowała się idealnie na ciele Mai. Jej uśmiech na twarzy sprawił, że i ja zacząłem się szczerzyć jak głupi do sera. Musze przyznać, że kocham ten widok.
- Ja też mam coś dla ciebie kochanie.- pocałował mnie w usta i poszła – Poprosiłam Marco, by mi z tym pomógł. Jest to w grubszej mierze jego zasługa, ale liczą się chcę, prawda?- uśmiechnęła się i podała mi duże pudełko, które wyciągnęła ze swojej walizki
- Co tam jest?- spytałem
- Odkryj to zobaczysz.

W środku znajdowała się koszulka z naszym zdjęciem, ale nie był to zwykły t-shitr.. To była bluzka meczowa BvB. Z przodu MY i logo drużyny, a z tyłu zamiast LEWANDOWSKI, MAJA I ROBERT, 9 ,DORTMUND.
- Cudo! Naprawdę! Jakbym mógł to bym w niej grał!- uradowany prezentem, przytuliłem Maję i pocałowałem przy wszystkich

Musze przyznać, że ten dzień zleciał nam w zdecydowanie lepszej i przyjemniejszej atmosferze. Nikt się z nikim nie bił, nie kłócił. Wszystko było tak jak powinno być. Oczywiście dochodziło do dyskusji na temat naszej przyszłości, ale to było zupełnie naturalne pytanie. Jej mama nie jest zbytnio zadowolona z tego, że z nią jestem… Ale ona chociaż potrafi uszanować naszą decyzję. Ja już powiedziałem wszystkim co na ten temat sądzę. Nie opuszczę Mai. Choćby się paliło i waliło!

- Idziecie gdzieś na sylwestra?? – Mai tata przerwał ciszę
- Tak. Zamierzamy pojechać ze znajomymi na mazury. Tak się z Mają bliżej poznaliśmy i tam zakończymy stary rok.- uśmiechnąłem się i upiłem łyk białego wina.
- A wy się gdzieś wybieracie??
- Tak. Idziemy z ciocią Ewą na bal do tej restauracji… Jak to ona się nazywała…
- ,, Lilia”- pan Janusz dopomógł swojej małżonce
- O właśnie!
- Hahha… - Maja zaśmiała się i wyszła do toalety. Wiedziałem, że jej rodzice nie poprzestaną na zwykłym patrzeniu się na mnie. Oczywiście powiedzieli mi, że jak ją skrzywdzę to mi nogi z dupy powyrywają,… ale ja nie zamierzam jej krzywdzić, więc.


~~II~~


Święta! Święta! I po… Świętach! 

Zleciało szybciej niż myśleliśmy. Teraz jesteśmy już w drodze na mazury.  Zabraliśmy wszystkie potrzebne rzeczy i wyjechaliśmy na sylwester! Coś czuję, że to będzie jeden z najlepszych sylwestrów w moim życiu. Pełno życzliwych przyjaciół i Maja. Ta najważniejsza tej nocy. Mamy bardzo fajny hotel, idealnie urządzony. Piękne, duże i przestronne łóżko, które z pewnością zostanie wykorzystane… Ale to jest mój chytry plan, którego na razie nie mam zamiaru zdradzać.

- Kochanie… Jestem padnięta.- Maja weszła do pokoju i pierwsze co zrobiła to rzuciła się na łóżko
-Wpadłem na świetny pomysł- położyłem się obok
- Jaki?- poderwała się i była nade mną
- Dowiesz się później.
- No dalej Robercie… Powiedz…- odpinała mi powoli koszulę
- O nie! Ja się nie dam.
- Na pewno?- zaczęła całować moją klatę. Cholernie przyjemne uczucie.
- Na pewno!- podniosłem się, zapiąłem i wyszedłem z pokoju
O tak! Teraz mam pewność, że się nie myliłem! Nie mogę się już doczekać wieczoru! 
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Witam was serdecznie ! :))
Przepraszam, że nie poinformowałam was o tym, że rozdział pojawi się w środę, ale ja sama nie byłam do końca pewna tego, kiedy go dodam :/
OK!! Zacznę od tego, że strasznie... strasznie... WAS KOCHAM!!!! Dziewczyny! Ja naprawdę nie miałam pojęcia, że tak bardzo zależy wam na tym opowiadaniu :) Musze przyznać, że ja też się do niego przywiązałam ! :D Ciężko byłby mi się z wami rozstać :D Dziękuję wam z całego serducha za słowa wsparcia i za motywację do dalszego pisania :) Pewnie macie rację ... Przecież są WAKACJE!!! A ja nie powinnam być tak zachłanna :/ Choćbym miała pisać tego bloga dla 5 szczerych czytelniczek, to z pewnością go nie przerwę tak szybko. Tym bardziej, że jestem na etapie pisania 25 odcinka :)
Myślę, że z 30 powinno ich wyjść :)))) A może nawet i więcej... Kto wie, kto wiem... Wszystko zależy od mojej weny :)
Z góry przepraszam za moje wcześniejsze marudzenie i za to coś powyżej. Rozdział mi się nie udał.. Przykro mi bardzo, że uraczyłam was takim.... Niewypałkiem :/
Jeszcze raz wielkie dzięki i do następnego! :**

Pozdrawiam Maja :**

piątek, 2 sierpnia 2013

Odcinek dwudziesty pierwszy :*



 
Wolę być nie­szczęśli­wy z miłości, niż szczęśli­wy bez niej.
Po co tak nap­rawdę jest miłość? Jed­ni po­wiedzą że jest to mo­tywac­ja do życia, a in­ni że dzięki Niej odechciewa się żyć...Miłość do­daje nam skrzy­deł czy je nam pod­ci­na? Na to py­tanie możesz tyl­ko ty od­po­wie­dzieć zaglądając w głąb ser­ca. Wsłuchaj się w je­go rytm ono wy­bije Ci właś­ciwą drogę którą masz podążać by osiągnąć w pełni szczęśli­we za­kończe­nie swo­jej baj­ki , którą często na­zywasz codziennością.

Oooo tak! Odpoczynek i błogie lenistwo. Cóż więcej można chcieć od życia. Przerwa świąteczna to wspaniały czas. Wyleguję się teraz na kanapie w Warszawie i czekam aż Maja wróci z uczelni. No niestety.. Ona ma jeszcze wykłady. Nie widzieliśmy się prawie miesiąc. Miała tam jakieś kolokwium, czy coś, Wiem tylko tyle, że zdała na pięć. Jestem z niej bardzo dumny, ale wolałbym pokazać jej to w inny sposób niż ,, GRATULACJE !!” przez telefon.

Zerwałem właśnie moje szanowne cztery litery i popędziłem do mojego dzwoniącego telefonu. Kto śmie zakłócać mi tą wspaniałą ciszę!? Spojrzałem na wyświetlacz ,, MAMA”.. Nieeee… tylko  nie to.

- Cześć mamusiu! Co u ciebie słychać?
- No witaj Robert. Mam do ciebie sprawę.
- Słucham cię uważnie.
- Jest może Maja?
- Nieeee… A czy coś się stało, że o nią pytasz?
- A dlaczego coś się miało dziać?
- Wiesz. Jeszcze do niedawna miałaś na nią alergię, a teraz…
- Zbliżają się święta. Chciałam was na nie zaprosić.
- CO!? Chyba ci się coś pomyliło.
- Przestań ! Najwyższa pora zakopać ten topór wojenny. Chcę ją poznać.
- Ok.
- Bądźcie u mnie na Wigilii o 18, dobrze?
- Dobrze mamo. Do zobaczenia.

PFFFFFF….. Albo ze mną jest coś nie tak albo właśnie moja matka zaprosiła nas na święta! Boże! Przecież to jest niemożliwe! Ona.. i Maja… I one.. Przy jednym stole!!!???? Pozabijają się. Miejmy nadzieję, że moja kochana mamusia nie poruszy tematu mojego niedoszłego ślubu, czy naszego związku. Jeszcze by tego brakowało.

~~II~~

- Życzę wam wszystkim spokojnych i radosnych świąt Bożego Narodzenia. Dziękuję za uwagę i do zobaczenia!

Właśnie zakończyły się wykłady. Wyszłam z uczelni i poszłam prosto na przystanek autobusowy. Usiadłam sobie na ławeczce i czekałam aż jakiś bus zatrzyma się koło moich nóg. W życiu bym się nie spodziewała, że na tym samym przystanku przebywać będzie Daniel!? Tak ! To on! Przetarłam dokładnie oczy i jeszcze raz się na niego spojrzałam. Wyczuł to spojrzenie, ponieważ poderwał się z miejsca i podszedł do mnie.
- Cześć!- odezwał się
- Czego chcesz!? Już wystarczająco mnie ośmieszyłeś, nie sądzisz??
- Chciałem ci życzyć wesołych świąt. Mam nadzieję, że nie zniszczyłem ci życia.
- Nie, no coś ty…. Byłam taka szczęśliwa na tym ślubie. Jak nigdy.- zakpiłam – Sory, ale mój bus właśnie nadjeżdża.

Wsiadłam do niego i usiadłam przy oknie. Łzy same cisnęły mi się do oczu. Nie wiedziałam czy się śmiać z tej sytuacji i najzwyczajniej w świecie ją olać, czy zacząć ryczeć jak głupek z niewiadomego powodu. Postawiłam na to drugie. Było zdecydowanie lepsze. Wszyscy zaczęli się na mnie gapić.
- Czy coś się stało?- Jakiś starszy pan podszedł do mnie i położył dłoń na moim ramieniu.
- Nie.. Nic. – Dotknęłam go i lekko się uśmiechnęłam

Wysiadając z busa zadzwonił mi telefon. Była to moja mama.

- Słucham.
- Cześć córcia. Może przyjedziecie z Robertem na święta? Poznamy się z nim bliżej? Co ty na to?
- Musiałabym z nim o tym pogadać, ale dziękuję ci za propozycję.
- NO. Przyjedzcie.
- Dobra. Zobaczymy. Papa.

Cóż za przemiana. Byłam przekonana, że moja matka nigdy nie będzie w stanie wybaczyć mi tego co zrobiłam. Hmmm…. Zastanawiające. A może ktoś jej kazał tak się zachować? 


~~II~~

Przekroczyła próg swojego mieszkania. Zmęczona usiadła na podłodze w korytarzu. Zdjęła buty i rzuciła je w kąt. Weszła do salonu i usiadła wygodnie w fotelu. Z łazienki wyszedł Robert, który podszedł do niej i ucałował jej czoło. Poszedł do kuchni. Z szafki wyjął dwie szklanki i napełnił je do pełna zimną, krystaliczną wodą. Wziął na tacy uszykowane już wcześniej kanapki i postawił je na stole w salonie. Podał Mai jedną szklankę i usiadł naprzeciwko niej. Przez chwilę nic do siebie nie mówili. Patrzyli się na siebie i czekali na jakikolwiek ruch ze swoich stron.
- Mama dzwoniła.- Robert przerwał krępującą ciszę
- Moja też.
- Zaprosiła nas na święta.- powiedzieli oboje w tym samym momencie. Zaskoczenie było wielkie.
- No i co teraz?- Maja rozłożyła ręce
- Musimy to jakoś podzielić.
- Proponuję na wigilię pojechać do mojej mamy, a później się wybierzemy do twoich rodziców .
- OK. Mi pasuje.

Zjedli wspólną kolację i zaczęli oglądać telewizję. Jak zwykle nie było w niej nic, co mogłoby przykuć ich uwagę. Znudzony Robert znalazł sobie inny punkt zainteresowania. Zaczął całować szyję Mai.
- Hahahhaa…- dziewczyna zaśmiała się- Co ty kombinujesz?
-Zaraz zobaczysz.- wziął ją na ręce i przeniósł przez próg sypialni.
- JESTEM ROBACZKI!!! – w tym samym momencie do domu wróciła uradowana Angela. – Wyjeżdżam do Monachium!
- CO!?- Maja i Robert wychylili się zza drzwi z wybałuszonymi oczami
- No wyjeżdżam, jeszcze dzisiaj. Mam tylko takie małe pytanie.- zwróciła się so Lewego- Zawieziesz mnie na lotnisko?- zrobiła słodkie oczy
- Jasne.- Robert uśmiechną się i położył dłoń na ramieniu blondynki

~~II~~


Weihnachtszeit!

- Robert? Weź jeszcze do to samochodu.

Ach… Nareszcie święta.  Nie wiem, czy mam się cieszyć z tego powodu, czy też raczej nie. Wiem jakie zdanie na  mój temat ma mama Roberta. Będę się starała za wszelką cenę zmienić jej podejście do mnie, ale nie mam pewności, że mi się uda.

- Dobra. Mamy już wszystko.

Robert! Mój Robert. Jak to ładnie brzmi. Jesteśmy ze sobą już tak długo i prawie  w ogóle się nie kłócimy. Wiadomo. Zdarzają nam się jakieś małe sprzeczki, ale wszystko można szybko załagodzić. Ostatnio Lewy bronił mnie jak lew! Ten facet z uczelni znowu zaczął mnie nękać. Jak tylko Robert był w Police rozprawił się z tym oprychem i po sprawie. Jestem taka szczęśliwa, że chyba nic nie może mi tego zniszczyć. To jest jeden z najpiękniejszych dni w roku. Dzisiaj zasiądziemy wspólnie przy jednym stole i mam nadzieje, że wreszcie będzie tak jak powinno być zawsze. Nie liczę na jakieś wielkie pojednanie z panią Iwoną( mamą Roberta) ale na życzliwą rozmowę i miłą atmosferę.

- Kochanie chodź, bo się spóźnimy.- Robert zaczął mnie poganiać, a ja przecież jeszcze nie pomalowałam sobie rzęs. Tę czynność wykonuję zawsze na samym końcu. Gdy makijaż jest już w pełni gotowy nakładam tusz na moje długie rzęsy i całość prezentuje się idealnie.

Na dzisiejszy wieczór i idealną prezencję kupiłam sobie śliczną kremową sukieneczkę z koronkową górą. Na nogi odziałam moje puchate kozaki i zabrałam z korytarza małą, ale przestronną torebeczkę. Zamknęłam za sobą drzwi i popędziłam do auta napastnika Bayernu.
- Już. Możemy jechać.- zapięłam pasy i pojechaliśmy w stronę Leszna.
- Denerwujesz się trochę.- Lewy spojrzał na mnie kątem oka
- Tak troszeczkę. – delikatnie się uśmiechnęłam- Wiesz, co myśli o mnie twoja rodzicielka, prawda?
- Wiem skarbie, ale tak naprawdę to bardzo miła kobieta.
- Miejmy nadzieję.- zachichotałam
- Z pewnością spędzimy u  niej miło czas. O nic się nie musisz martwić.- położył mi rękę na kolanie i pocałował w policzek
- Ty lepiej pilnuj drogi, a nie się czułościami zajmujesz- zaśmiałam się. Chciałam się jakoś wyluzować, ale nic nie dawało rady.

Robert zatrzymał auto pod pięknym, dużym, żółtym domem. Robił piorunujące wrażenie. Nogi trzęsły mi się jak galaretki. Zastanawiałam się tylko od czego bardziej. Miałam dwie opcje. Od zimna lub od zdenerwowania. Postawię jednak na to drugie, ponieważ wszystko zależy od dzisiejszego wieczoru.
- Dobry wieczór mamo!- uradowany Robert przytulił się do swojej matki. Szatynka spojrzała się na mnie z pod byka i wymusiła sztuczny uśmiech. Ruchem ręki zaprosiła nas do środka, choć ja wiedziałam, że wolałaby widzieć tutaj samego Lewego.
- Jak wam minęła podróż? Były duże korki?- dopytywała
- Niee.. Kilka razy stanęliśmy na światłach- odpowiedziałam i zaczęłam zdejmować buty
- Pewnie zmarzliście. Zrobię wam ciepłej herbaty- zostawiła nas samych w korytarzu i popędziła do kuchni.
- Robert… Nie wiem czy to był dobry pomysł.
- Bardzo dobry. Chodź.- złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu, w którym czekała już na nas Milena
- Cześć wam ! –krzyknęła i ucałowała mnie w policzek- Co u was słychać!?
- Wszystko ok. Jak na razie jest dobrze- posłałam jej przyjacielski uśmiech i zasiadłam obok mojego ukochanego
- Ja dzisiaj się wlekłam z Poznania do Warszawy.. Mówię wam. To był koszmar. Ulice zakorkowane. Szkoda gadać.
- Z Poznania?- Robert zrobił jedną ze swoich ulubionych głupich min.
- No tak. – Milena uśmiechnęła się zalotnie
- Kogo żeś tam wyrwała?- niestety nie otrzymał odpowiedzi, ponieważ do naszego skromnego grona dołączyła pani Iwona.
- Proszę- podała nam dwa identyczne kubki z reniferkiem – No to co? Może usiądziemy już do stołu?- zaproponowała

Podnieśliśmy swoje cztery litery z bardzo wygodnej, beżowej kanapy i poszliśmy do pięknie przygotowanego stołu. Był on cały zastawiony. Takiej ilości jedzenia jeszcze nigdy nie widziałam. Ale zdziwił mnie pewien fakt. Zamiast pięciu nakryć, bo wiadomo, że jedno musiało pozostać puste, było ich aż osiem.
- Mamo? Spodziewamy się jeszcze kogoś?- Robert wskazał palcem na wolne talerze
- Tak, ale to będzie niespodzianka.

Wszyscy złożyliśmy sobie życzenia i zaczęliśmy śpiewać wspólnie kolędy w oczekiwaniu na przybyłych gości. Cały czas dręczyło mnie pytanie kto to będzie? Nie dość, że średnio dogaduję się z mamą Roberta, to mam poznać jeszcze resztę jego rodziny? Nie wiem… Jakiś wujków, czy ciocie…
- O! Już są! – pani Iwona poderwała się z miejsca i szybciutko otworzyła drzwi. Słychać było tylko jakieś śmichy, chichy i nic więcej. Nic co pomogłoby w rozszyfrowaniu gości.
- Zapraszam, zapraszam.. Wszyscy już są…
- ANKA!!!! – no szczęka mi opadła! Na serio! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! To była gruba przesada, a ta cała kolacja wigilijna to tylko i wyłącznie spisek! Robert był wściekły. Wdziałam jak się w nim gotuje. To on się tak wydarł jak ją zobaczył. Lecz nasza Ania nie przyjechała sama.. Zabrała ze sobą niedoszłą teściową Lewego.- Po co je tu zaprosiłaś!? Żeby spieprzyć mi humor! – wstał z miejsca i wymachiwał rękoma… Tak wściekłego go jeszcze nigdy nie widziałam.
- Spokojnie. Nie zrobię wam krzywdy- Anka zaczęła z nas drwić. Myślałam, że się tam poryczę. Szczerze mówiąc mało brakowało
- Nie przesadzaj Robercie. Ania ci nic złego nie zrobiła. Zaprosiłam je, ponieważ nie mogły siedzieć same.- odezwała się ta, co mnie nienawidzi z całego serca

Wszystko było dobrze do pewnego momentu. Życzeniami świątecznymi od Anki się nie przejmowałam, chociaż powinnam… Jak to ona powiedziała: ,, Życzę ci żeby spotkała cię najgorsza kara jaka tylko może być! Chciałabym żebyś przez to wszystko rozwaliła sobie łeb lub nadziała się na coś… Po prostu przepadnij. Gnij w grobie, a będę szczęśliwa.” Nieźle co? Jest moc ! Nic jej na to nie odpowiedziałam. Ciekawe co się jeszcze wydarzy tej nocy.
Siedzieliśmy sobie przy stole. Zapadła niezręczna cisza. Robert wyszedł do toalety i zostawił mnie samą na pastwę tych żmij. Jedyną osobą w której miałam oparcie była Milenka. Co trochę uśmiechała się do mnie.
- Zawsze chciałam poznać bliżej tą zdzirę, która odebrała mojej córce szczęście.- Matka Anki patrzyła się na mnie tak, jakby zaraz miała mnie poćwiartować i wrzucić na ruszt.
- Nie jestem ani zdzirą, ani suką, dziwką, ścierwem, czy czymś innym. Jestem tylko człowiekiem i też zasługuję na odrobinę szacunku.-odpowiedziałam. Nie mogłam znieść tej chorej atmosfery
- Szacunku!? Kpisz sobie dziecko!? Nie widzisz, że jesteś tylko i wyłącznie jego zabawką??
- Nie chce mi się z panią gadać.- odwróciłam głowę w przeciwną stronę. Wstrętny babsztyl!
- Ale mi się chce z tobą! – syknęła- Wyglądasz jak wywłoka! Gdzie kupiłaś sukienkę? Na pchlim targu?? Ojjj… Przepraszam. Pewnie dałaś za nią dupy na autostradzie.
- Niech pani przestanie!- do dyskusji włączyła się Mila.. Na moje nieszczęście olała ją i cały czas czepiała się tylko i wyłącznie mnie
- Pewnie Robert znalazł już sobie kolejną naiwną idiotkę, która będzie chętna zrobić mu dobrze!
- Nie wiem jak pani może wysłuchiwać tego wszystkiego- zwróciłam się do mamy Lewego
- Co to za kobieta, która nie potrafi donosić ciąży i urodzić dziecka.- Anka zaczęła się śmiać
- Nie masz prawa mnie oceniać !!! Moje dziecko było chore!- krzyknęłam
- To nie zmienia faktu, że masz dopiero 19 lat, a już się puszczasz.- Mamusia Roberta wtrąciła się do ,rozmowy’
- Często robisz to z facetami dla sławy i pieniędzy? Pochwal się. Ilu już przeleciałaś?.- przegięła. 

Chwyciłam za szklankę z woda i wylałam całą jej zawartość na włosy tej wstrętnej baby. Szybko tego pożałowałam. Wstała od stołu i  uderzyła mnie w twarz na oczach Roberta i wszystkich innych. Łzy płynęły mi po policzkach strumieniami. Nie mogłam ustać tam ani minuty dłużej. Wybiegłam z mieszkania bez butów i kurtki. Miałam jedynie w ręce torebkę. Biegłam po śniegu na bosaka. Przez chwilę nic nie widziałam. Całe oczy miałam załzawione. Myślałam, że to będzie przełom w naszym związku. Nie pomyliłam się. Skoro jego rodzina mnie nie akceptuje to zostaje tylko jedno rozwiązanie. Wycofać się! 
____________________________________________________________________________
Witam! :**
No i znowu się porobiło :) Ale w tym opowiadaniu to już norma, nie?? Hehehehe.. :)
Długo nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że nie będę dłużej ciągnęła tego bloga :/ Jest mi bardzo przykro z tego powodu, ponieważ polubiłam tą historię :( Już tłumaczę... Spadły mi obroty. ZNACZNIE! Mam coraz mniej wyświetleń i coraz mniej komentarzy :/ Pomyślałam sobie, że nie będziemy się już na wzajem męczyć.... Dociągnę to do, może 25 odcinków i będzie pożegnanie :/ Ale jak na razie .. Czytajcie :***
Pozdrawiam Maja :**